W środę resort zdrowia poinformował o rekordowej liczbie zakażeń koronawirusem w Polsce - w ciągu doby wykryto ich blisko 30 tysięcy, zmarło 575 chorych na COVID-19.

Premier Mateusz Morawiecki potwierdził w środę, że w czwartek rano rząd poinformuje o nowych obostrzeniach, które będą obowiązywać przez najbliższe dwa tygodnie. Ma to związek nie tylko z liczbą zakażeń ale również z rosnącą liczbą łóżek i respiratorów zajętych przez chorych na Covid-19.

Anna Maria Siarkowska, która już tydzień temu na Twitterze stwierdziła, że „nie ma nic bardziej szkodliwego, niż lockdown”, oceniając, że jest to „lekarstwo gorsze niż choroba”, rozwinęła swoją myśl w rozmowie z portalem Radia Maryja. - Skutki społeczne są widoczne przede wszystkim w grupie dzieci i młodzieży. Oni bardzo cierpią na skutek lockdownu, nie mogąc chodzić normalnie do szkoły i utrzymywać kontaktów rówieśniczych, spędzając za to większość dnia przed komputerem. Wszyscy zaś żyjemy w przedłużającym się stresie, który będzie miał bardzo negatywne konsekwencje zdrowotne, zarówno psychiczne jak i fizyczne. Skutki kolejno wprowadzanych lockdownów oraz utrzymywania obostrzeń są bardzo szerokie, właściwie widoczne w każdej dziedzinie życia - mówiła posłanka PiS.

Siarkowska zauważyła, iż „specjaliści szacują, że ilość zakażeń, która jest identyfikowana, stanowi około 10 proc. ogółu zakażeń”. - Potwierdzenie tego typu obserwacji możemy odnaleźć w statystykach, z których wynika, że im więcej testów przeprowadzamy, tym ilość stwierdzanych zakażeń ogółem się zwiększa. Podnoszą się głosy, by nie uzależniać wdrażania obostrzeń bądź ich znoszenia od liczby stwierdzonych zakażeń na podstawie testów PCR. Ma to sens, jeśli weźmiemy pod uwagę, że pozytywny wynik testu PCR nie przesądza o stanie zdrowia pacjenta - mówiła, podkreślając, że „sama ilość zakażeń, potwierdzona testami PCR, nie powinna być uznawana za miarodajny wskaźnik”.

- Powinniśmy powrócić do normalnego życia, a chorych leczyć od samego początku wystąpienia objawów chorobowych - przekonywała posłanka. - Myślę, iż bardzo mały nacisk został położony na profilaktykę i wzmacnianie naszej własnej odporności. Dobre odżywianie, witaminy i ruch na świeżym powietrzu to są rzeczy, których dzisiaj ludziom zwyczajnie brakuje. Wiele osób jest przerażonych, przebywa zamkniętych w swoich domach, izolując się od innych ludzi. Gdy taka sytuacja się przedłuża, nie wpływa to dobrze na nasz stan zdrowia - dodała.

- Uważam, że cała służba zdrowia powinna być zaangażowana do tego, żeby leczyć wszystkich chorych, tak jak wcześniej. Przy grypie czy innych chorobach wirusowych świat nie stał na głowie, lecz lekarze leczyli ludzi, a szpitale były otwarte. To, co dzisiaj się dzieje, czyli zamykanie szpitali czy odwoływanie zabiegów planowych, nie jest działaniem, które uznaję za słuszne - dodała Siarkowska, według której „w ten sposób możemy bowiem doprowadzić do nadmiarowych zgonów i to nie z powodu koronawirusa SARS-CoV-2, tylko z powodu politycznych działań podejmowanych na szczeblu ogólnopolskim”.