Posłowie PiS mają swój pomysł na uregulowanie rynku kryptoaktywów. Projekt, którzy wnieśli w poniedziałek, przewiduje zakazanie działalności giełd kryptowalut. Jak takie restrykcyjne regulacje mają się do unijnego rozporządzenia MiCA? Czy Polska może zakazać czegoś, co dopuszcza UE?
Projekt PiS jest zupełnie fantastyczny. Nie chodzi tylko o to, że nie ma on żadnych szans na przegłosowanie, ale nie rozwiązuje żadnego istniejącego problemu, za to pogłębia te istniejące. Teoretycznie można zakazać działalności giełd kryptowalut – byłaby to kontynuacja dotychczasowej polityki Komisji Nadzoru Finansowego, różniąca się jednak tym, że ta byłaby wyrażona wprost w powszechnie obowiązujących przepisach prawa, nie zaś realizowana innymi środkami. Oczywiście byłoby to sprzeczne z rozporządzeniem europejskim, które działalność w formie giełd kryptowalut dopuszcza, a jego celem jest regulowanie, a nie eliminacja rynku. Nie ma jednak większego sensu poważnie dyskutować o takich rozwiązaniach, bo zdaje się, że nawet PiS nie łudzi się, że jego projekt ma szanse powodzenia. Jest to zagranie populistyczne, uszyte na miarę i pod gusta części elektoratu.
Czytaj więcej
Do Sejmu wpłynął projekt ustawy zakazującej działalności kryptowalutowej w Polsce. Projekt złożyła grupa posłów Prawa i Sprawiedliwości.
Czy gdyby mimo wszystko projekt PiS stał się obowiązującym prawem, to giełdy takie jak Zondacrypto rzeczywiście nie kusiłyby Polaków? Przecież tę giełdę prowadzi spółka estońska.
Przyjęcie jakiejkolwiek ustawy zmieni niewiele w przypadku podmiotów operujących z innych niż Polska jurysdykcji. Natomiast zakazanie działalności giełd kryptowalut w Polsce – jak życzyłby sobie PiS – spowoduje, że Polacy, którzy chcą inwestować w kryptoaktywa będą nadal korzystali z podmiotów zagranicznych. Jeżeli natomiast zabroniono by Polakom inwestowania w kryptowaluty, co teoretycznie jest również możliwe, to powstanie problem, w jaki sposób taki zakaz egzekwować. Wyłączyć internet? Doświadczenie uczy, że eliminacja szkodliwych zjawisk takich jak alkoholizm czy hazard poprzez zamykanie sklepów lub kasyn powoduje, że powstaje szara strefa w postaci meliny czy szulerni. Zamiast więc dążyć do powstania kryptowalutowych szulerni, lepiej rozsądnie uregulować rynek – nawet 10 lat za późno.
1 lipca tego roku kończy się okres przejściowy w UE, w którym poszczególne kraje miały przyjąć wewnętrzne rozwiązania dot. nadzoru nad rynkiem, trybu udzielania licencji podmiotom działającym w branży itp. Co się w praktyce stanie, jeśli Polska nie zdąży, a wiele na to wskazuje?
Nie będzie to pierwszy przypadek, gdy Polska, albo w ogóle jakiś kraj unijny nie przyjęła na czas wewnętrznych przepisów. W skali mikro może to powodować powództwa od osób, które na skutek braku regulacji poniosły szkody. Tego rodzaju powództwa występowały w związku z opóźnieniem implementacji Dyrektywy MiFID dotyczącej rynku kapitałowego, co miało wywołać straty przedsiębiorców na sprzedawanych im wówczas opcjach. Wyniki tych postępowań nie miały jednak wpływu na skalę makro, która ma kluczowe znaczenie z punktu widzenia interesu państwa. Więc w praktyce, nawet w przypadku opóźnienia z przyjęciem krajowych rozwiązań, nie stanie się nic wielkiego.
Leszek Kieliszewski jest adwokatem, partnerem zarządzającym w kancelarii Legality, specjalizuje się w prawie gospodarczym, w tym w sprawach z zakresu funkcjonowania rynku finansowego
Czytaj więcej
Ponad 82 proc. Polaków jest przeciwko państwowej pomocy dla klientów giełdy Zondacrypto. 58,7 proc. uważa, że inwestorzy powinni zdawać sobie spraw...