Do ostrzału Izraela, a następnie ataku na wiele celów w Syrii ze strony Tel Awiwu, doszło w nocy ze środy na czwartek.

Lieberman oświadczył, że Izrael nie pozwoli zamienić Syrii w swoją "wysuniętą bazę" wojskową wymierzoną w Izrael. Dodał, że - w przeciwieństwie do Iranu - Izrael nie chce rozszerzać swojej obecności militarnej w regionie, ani tworzyć nowych frontów.

- Mam nadzieję, że ten rozdział jest już zamknięty, a wiadomość do wszystkich dotarła - oświadczył szef resortu obrony Izraela. Lieberman zapewnił, że Izrael nie chce prowadzić do dalszej eskalacji konfliktu. Dodał jednak, że jeśli "na Izrael spadnie deszcz, na (jego przeciwników) spadnie ulewa".

Lieberman stwierdził też, że Iran jest gotów "poświęcić swoich obywateli, swoją przyszłość tylko w imię ekstremistycznej ideologii".

W ostatnich tygodniach doszło co najmniej do trzech ataków powietrznych Izraela na cele w Syrii - za każdym razem atakowano bazy, do których trafiał irański sprzęt wojskowy".

Lieberman oskarżył Iran o to, że zamiast dbać o dobrostan swoich obywateli "zainwestował 13 mld dolarów w swoją przygodę w Syrii". - W Teheranie widzimy młodych, którzy pytają dlaczego rządzący marnują pieniądze - stwierdził.

Jednocześnie - jak stwierdził izraelski minister - bez 13 mld dolarów z Iranu Asad nie przetrwałby wojny domowej. Dlatego ma być dziś zależny od Teheranu.