- Z tymi, nazwijmy ich, tym kim są - dyktatorami - trzeba być szczerym w wyrażaniu odmiennych wizji i opinii - dodał Draghi odnosząc się do tureckiego prezydenta.

Agencja Anatolia poinformowała, że w związku ze słowami włoskiego premiera MSZ Turcji wezwał włoskiego ambasadora.

W czasie oficjalnej części wizyty von der Leyen i Michela w Turcji w pewnym momencie troje polityków znalazło się w pomieszczeniu, w którym przygotowano tylko dwa krzesła - oba zostały zajęte przez Erdogana i Michela.

Wyraźnie skonsternowana von der Leyen ostatecznie usiadła na znajdującej się w sąsiedztwie krzeseł sofie i siedziała naprzeciw szefa MSZ Turcji.

Turcja zapewnia, że postępowała zgodnie z protokołem dyplomatycznym i odrzuca oskarżenia, iż dla von der Leyen nie przygotowano krzesła, ponieważ jest ona kobietą.

Ankara wyjaśnia, że kierowała się protokołami dyplomatycznymi obowiązującymi w UE.

Szef MSZ Turcji, Mevlut Cavusoglu przekonuje, iż w związku z całą sytuacją Turcja pada ofiarą "skrajnie niesprawiedliwej" krytyki.

O słowach Draghiego Cavusoglu mówi, że są one "nie do zaakceptowania" i "populistyczne".

Dominique Marro, szef protokołu dyplomatycznego UE podkreśla, że gdyby przedstawiciele UE wiedzieli, że strona turecka przygotowała tylko dwa krzesła, poprosiliby o dostawienie jeszcze jednego.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Marro dodał, że incydent mógł być spowodowany hierarchią unijnych przywódców wskazaną w Traktacie UE. Jak tłumaczy Marro wynika z niej, że odpowiednikiem głowy państwa jest przewodniczący Rady Europejskiej, podczas gdy odpowiednikiem premiera jest przewodniczący Komisji Europejskiej.