- Dziś Białoruś skupia na sobie uwagę całego świata - mówił Łukaszenko. - W ubiegłym roku niektórzy przygotowywali się na uczciwe wybory, a inni wzywali do zamachu stanu - dodał.

Po wyborach prezydenckich z 9 sierpnia 2020 roku na Białorusi doszło do największych od 1994 roku protestów przeciwko Łukaszence (w tamtym roku Łukaszenko objął urząd prezydenta kraju), któremu przeciwnicy zarzucali sfałszowanie wyborów. Wyboru Łukaszenki na prezydenta nie uznały też państwa Zachodu.

Najpoważniejszym rywalem Łukaszenki w wyborach z 2020 roku była Swietłana Cichanouska, która - zdaniem jej zwolenników - w rzeczywistości wygrała wybory w I turze (według oficjalnie podanych danych zdobyła ok. 10 proc. głosów).

Łukaszenko i wierne mu służby mundurowe brutalnie tłumiły uliczne protesty po wyborach. Wielu ich uczestników trafiło do aresztów. Niektórzy zostali zmuszeni do emigracji.

Według białoruskiej opozycji obecnie w więzieniach na Białorusi przebywa ponad 600 więźniów politycznych.

W niedzielę w Warszawie, ale także w Kijowie, Londynie i Wilnie doszło do demonstracji przeciw Łukaszence organizowanych przez białoruskich imigrantów.

Przewodniczący Rady Europejskiej, Charles Michel, napisał na Twitterze, że "rok temu Białorusinom odebrano prawo do wolnego wyboru swojego przywódcy" "UE jest z wami i nadal będzie" - dodał.