Do wymiany zdań doszło w czasie konferencji prasowej w Białym Domu. Acosta, zwracając się do Sanders stwierdził, że "byłoby dobrze, gdyby stojąc przed dziennikarzami - ludźmi, którzy zgromadzili się na tej konferencji, którzy każdego dnia wykonują swoją pracę, zadając pytania przedstawicielom władzy, stwierdziła, że nie są oni wrogami narodu". - Sądzę, że na to zasługujemy - dodał.
Sanders odpowiedziała, że "prezydent wypowiedział się jasno". Następnie stwierdziła, że "jest ironią, iż media nie tylko atakują prezydenta za jego retorykę, ale często same obniżają poziom debaty w kraju".
Następnie rzecznik oskarżyła media o to, że te posuwają się do "personalnych ataków, pozbawionych treści innej niż ta, by wzbudzić gniew". Przypomniała też, że w czasie tegorocznego obiadu dla korespondentów w Białym Domu komik Michelle Wolf kpiła z jej makijażu i porównywała ją do "wuja Toma dla białych kobiet".
- Przyprowadziliście komika, by atakować mój wygląd i nazywać mnie zdrajcą płci - powiedziała Sanders. - Z tego co wiem jestem pierwszą sekretarz prasową Białego Domu w historii USA, która wymaga ochrony ze strony Secret Service - dodała.
Acosta ponowił pytanie podkreślając, że na Sanders skierowane są oczy całego świata, a prezydent USA nie powinien nazywać dziennikarzy "wrogami narodu".
- Odpowiedziałam na pytanie - odparła Sanders.
W tym momencie Acosta opuścił konferencję prasową.
Po wszystkim dziennikarz napisał na Twitterze, że jest "bardzo zasmucony tym co się stało. "Sarah Sanders miała szansę powiedzieć, że prasa nie jest wrogiem i nie zrobiła tego. Wstyd" - podkreślił.