"Ci migranci tak potrzebowali ochrony, dachu i koca, że ??postanowili odejść i zniknąć" - skomentował Salvini na swoim koncie na Facebooku. "Jest to kolejne potwierdzenie, że ci, którzy przybywają do Włoch, nie są szkieletami, uciekającymi przed wojną i głodem" - stwierdził.
Migranci zostali zabrani przez statek straży przybrzeżnej Diciotti 15 sierpnia. Pozostawali na na morzu przez dziesięć dni, ponieważ Salvini odmówił przyjęcia statku do portu we Włoszech.
Minister spraw wewnętrznych, który stoi na czele antyimigracyjnej partii Liga, ostatecznie ustąpił po tym, jak Irlandia, Albania i włoski Kościół katolicki zgodziły się na udzielenie gościny większości z nich.
Szef katolickiej organizacji charytatywnej Caritas, która gościła imigrantów w ośrodku Rocca di Papa na południe od Rzymu, powiedział, że było to "dobrowolne odejście".
- Grupa nie była zatrzymywana - powiedział ksiądz Francesco Soddu agencji prasowej Ansa i zasugerował, że migranci mogą próbować dotrzeć do innych krajów w Europie. - Nikt nie chce pozostać we Włoszech, wszyscy to wiedzą - powiedział.
Większość na pokładzie Diciotti była Erytrejczykami, ale była tam też niewielka liczba Somalijczyków, Syryjczyków, Sudańczyków i Komoryjczyków.
Od początku roku do Włoch przybyło ok. trzy tysiące imigrantów z Erytrei, byłej włoskiej kolonii. Jednak wniosek o azyl złożyło mniej niż tysiąc. Wielu woli kontynuować podróż do Niemiec, Szwecji i Wielkiej Brytanii, pomimo kontroli na granicach z Francją, Szwajcarią i Austrią.