Raport Instytutu, ujawniony przez niemiecki dziennik „Bild”, stwierdza, że czwarta fala Covid-19 w tym kraju „już się rozpoczęła”. W raporcie Lother Wieler, szef placówki, bronił też korzystania ze średniej liczby zakażeń z ostatnich siedmiu dni, jako podstawowej statystyki, z której korzystają władze, argumentując, że „zapobieganie” infekcjom powinno być najwyższym priorytetem rządu.

Wielerowi chodzi o wskaźnik liczby osób z dodatnimi wynikami testów na koronawirusa na 100 tys. mieszkańców z ostatniego tygodnia. W Niemczech na obecnym etapie pandemii statystyka ta w dużej mierze zastąpiła dane dotyczące nowych przypadków, ponieważ - zdaniem specjalistów - taka średnia ułatwia obserwowanie trendów w rozprzestrzenianiu się wirusa.

Jednak w ostatnich tygodniach politycy i eksperci debatowali, czy dane dotyczące liczby infekcji w ciągu ostatnich siedmiu dni nie powinny stracić na znaczeniu w świetle rosnących wskaźników wyszczepienia. To ostatnie powoduje bowiem, że mniej osób musi być hospitalizowanych, gdy zachoruje na Covid-19.

Wieler tłumaczy, że siedmiodniowa statystyka powinna być nadal wykorzystywana przez polityków do decydowania o środkach ochronnych, w tym obostrzeniach, aby powstrzymać wymknięcie się koronawirusa spod kontroli.

„Rosnąca siedmiodniowa zachorowalność poprzedza rozwój (pandemii); jest i pozostaje najwcześniejszym ze wszystkich wskaźników” - miał napisać Wieler w raporcie. „Zachorowalność 7-dniowa pozostaje zatem ważna, aby ocenić sytuację w Niemczech i rozpocząć działania kontrolne na wczesnym etapie” - zauważył, dodając, że „sam wysoki poziom szczepień nie wystarczy, aby wyrównać wskaźniki infekcji”.

Od ostatniego minimum - 4,9 przypadków zakażeń na 100 tys. osób 6 lipca - siedmiodniowa zachorowalność w Niemczech gwałtownie rośnie. W ciągu nieco ponad trzech tygodni liczba ta potroiła się i w środę wynosiła 15.