Porządek obrad ustaliły rumuńskie władze, które od 1 stycznia przejęły na pół roku przewodnictwo w Unii.

– To prowokuje pytanie, czy chodzi o całościową strategię wygaszenia sporu z Polską, czy to tylko chwilowe zawieszenie rozmów – mówią „Rz" źródła w Radzie UE.

Komisja Europejska wszczęła procedurę o naruszenie niezawisłości sądów w grudniu 2017 r. W lutym następnego roku sprawująca przewodnictwo w UE Bułgaria po raz pierwszy wpisała ten punkt do obrad odbywającego się co miesiąc w Brukseli spotkania ministrów zagranicznych UE, tzw. rady ds. ogólnych.

– Od tego czasu nie było ani jednego przypadku, kiedy ta sprawa nie była omawiana. Czasami było to formalne przesłuchanie przedstawiciela polskich władz, innym razem tylko Komisja Europejska zdawała relację ze stanu negocjacji z Warszawą. Ale presja na Polskę była utrzymana – tłumaczą dyplomaci UE.

Rumuni agendę obrad przedstawili ambasadorom krajów UE pod koniec grudnia. Wówczas nie wywołała ona żadnego sprzeciwu.

– Od ostatniego spotkania rady ds. ogólnych minęło niewiele dni roboczych, bo mieliśmy przerwę świąteczną. Dlatego uznaliśmy, że wprowadzenie tego punktu obrad nie ma sensu – mówią „Rz" rumuńskie źródła dyplomatyczne w Brukseli. – Czy ten punkt pojawi się na kolejnym spotkaniu ministrów spraw zagranicznych UE w lutym, pozostaje sprawą otwartą – przyznają.

Decyzja Bukaresztu może jednak dalece wykraczać poza kwestie kalendarza. Z długiej listy zmian w reformie sądownictwa, jakich domaga się Komisja Europejska, Polska spełniła jedną: przywróciła możliwość orzekania sędziom Sądu Najwyższego przymusowo odesłanym na wcześniejszą emeryturę. W ciągu ostatnich trzech spotkań rady ds. ogólnych padały do przedstawicieli naszego kraju te same pytania w tej sprawie i wywoływały te same odpowiedzi. Bruksela nie bardzo więc wie, jak dalej poprowadzić tę procedurę.

Ryzykowne głosowanie

– Zgodnie z art. 7.1 traktatu możliwe jest teraz wystosowanie przez Radę UE niezobowiązujących rekomendacji dla polskich władz lub od razu uznanie Polski za kraj trwale łamiący zasady praworządności. Ale w każdym przypadku konieczna jest większość 4/5 krajów Rady UE (bez Polski), czyli 22 państw. A wcale nie ma pewności, że tyle zdecydowałoby się na ostrzejsze kroki wobec Warszawy. Nawet więc kraje, które dotąd najostrzej punktowały Polskę, jak Holandia, Szwecja czy Francja, nie forsują takiego głosowania, bo jego porażka odsłoniłaby słabość Unii – tłumaczą dyplomaci Rady UE.

Autopromocja
Ranking Samorządów

Poznaj najlepsze samorządy w Polsce

WEŹ UDZIAŁ

W ostatnich kilkunastu miesiącach do krajów rządzonych przez ugrupowania mające spory dystans do Unii dołączyły m.in. Włochy i Austria. Z kolei Hiszpania nie bardzo chce oskarżać inny kraj o łamanie zasad praworządności, bo sama może łatwo paść ofiarą podobnych zarzutów z powodu katalońskich działaczy niepodległościowych, którym grożą kary kilkudziesięciu lat więzienia. Z kolei sprzeciw wobec Nord Stream 2 oraz systemu obowiązkowego podziału uchodźców skonsolidował sojusz Polski z krajami Europy Środkowej oraz państwami bałtyckimi, które nie chcą psuć relacji z Warszawą z powodu sporu o praworządność.

– Z Polską łączą nas niezwykle silne interesy. W sprawie sądownictwa powinny być wysłuchane wszystkie strony – mówią rumuńscy dyplomaci.

Rozwiązaniu sporu nie sprzyja też rozpoczynająca się kampania przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Komisarz od rządów prawa Frans Timmermans został w niej kandydatem socjalistów na stanowisko następnego szefa Komisji Europejskiej, przez co jego ataki na konserwatywny rząd w Warszawie coraz trudniej oddzielić od politycznej walki o władzę w Brukseli. Także zjazd chadeckich przywódców zrzeszonych w Europejskiej Partii Ludowej (EPP) w Helsinkach w grudniu był okazją do frontalnego ataku na „autorytarne rządy" w Polsce.

– To bardzo komplikuje procedurę z art. 7. Działania w Radzie UE powinny być jak najbardziej obiektywne i bezstronne. Inaczej funkcjonowanie brukselskich instytucji zostanie sparaliżowane – mówią cytowani dyplomaci.

Finlandia zadowolona

Zbyt surowe potraktowanie Polski może jednak także bezpośrednio odbić się na Rumunii. 13 listopada w ramach trwającej już 11 lat procedury monitorowania działania instytucji państwa Komisja Europejska ogłosiła bardzo krytyczny raport o reformie sądownictwa forsowanej przez Bukareszt.

Wskazała w nim na ryzyko podważenia niezawisłości sędziów, jak to wcześniej robiła wobec Polski i Węgier.

Spór między Bukaresztem i Brukselą jest jednak szerszy. Na dwa tygodnie przed przed objęciem przez Rumunów przewodnictwa w Unii szef KE Jean-Claude Juncker powiedział „Die Welt": „Sądzę, że rumuński rząd nie zrozumiał w pełni, co oznacza przejęcie przewodnictwa w Unii. Aby poprowadzić owocne negocjacje, musi on wykazać gotowość słuchania innych i odsunięcia na bok własnych interesów. Mam tu wątpliwości".

To wywołało wściekłość przywódcy rządzącej Partii Socjaldemokratycznej (PSD) Liviu Dragnei: „Nie będziemy dłużej przyjmowali wszystkich kłamstw Zachodu, który twierdzi, że przegłosowujemy ustawy tylko w naszym partykularnym interesie".

Jeszcze w grudniu prezydent Klaus Iohannis oświadczył, że Rumunia „nie jest gotowa" do przejęcia sterów Unii, za co został oskarżony przez Dragneę o „zdradę". Politycy PSD prawie z prezydentem nie rozmawiają, co utrudni kierowanie Unią.

Strategię wyciszania sporu z Polską może jednak kontynuować przejmująca od Rumunii 1 lipca przewodnictwo Finlandia. – Spór o praworządność idzie w lepszym kierunku. Nie chcę tu ferować ocen moralnych, ale kwestia praworządności jest ważna. Jednak Polska była odpowiedzialna – powiedział w grudniu „Rzeczpospolitej" szef fińskiego MSZ Timo Soini.

Minister ds. europejskich Konrad Szymański odmówił komentowania decyzji Rumunii.