W czwartek na stronie internetowej dziennika „Le Monde” pojawił się filmik nagrany w ostatni weekend na młodzieżowym obozie rządzącej centroprawicowej partii UMP. Uczestników obozu w Seignosse odwiedził minister spraw wewnętrznych. Na filmiku Brice Hortefeux i jego współpracownicy rozmawiają wesoło z grupką młodzieży z UMP. Ktoś nagle przedstawia Amina, działacza pochodzenia arabskiego.
– Jest katolikiem, je wieprzowinę i pije piwo – informuje jedna z kobiet.
– Ależ to kompletnie nie w porządku – żartuje minister. – On zupełnie nie odpowiada stereotypowi – zwraca się do Amina.
– To nasz mały Arab! – rzuca kobieta.
– Dobra, tym lepiej, jednego zawsze trzeba. Jak jest jeden, to OK. Dopiero gdy jest ich dużo, to są problemy! – mówi Hortefeux.
Filmik szybko stał się we Francji tematem numer jeden, a opozycja i działacze organizacji broniących praw mniejszości kipieli z oburzenia, domagając się natychmiastowej dymisji Hortefeuksa. – Pytanie brzmi: co on jeszcze robi w rządzie!? – mówił w czwartek późnym wieczorem rzecznik socjalistów Benoit Hamon.
W telewizji France Info pojawił się Paul Girot de Langlade, były prefekt, którego niecały miesiąc temu minister usunął za rasistowskie wypowiedzi na temat czarnoskórych. – Tak sobie myślę, że z nas dwóch to chyba nie ja jestem największym rasistą. Wyrzucił mnie na emeryturę, a teraz czekam, jak sam do mnie dołączy – powiedział, złośliwie się uśmiechając. Według Langlade’a Hortefeux uknuł spisek przeciw niemu i usunął go z hukiem, żeby publicznie udowodnić, iż jest „doskonałym antyrasistą”.
Minister twierdzi z kolei, że to on padł ofiarą spisku, bo jego słowa wyrwano z kontekstu. Jak tłumaczy, mówiąc: „gdy jest ich dużo, to są problemy”, miał na myśli nie Arabów, tylko... mieszkańców Owernii, gdzie odbywał się obóz. Partyjni koledzy, włącznie z samym Aminem, bronią Hortefeuksa. Tezę o spisku ma uprawdopodobniać fakt, że – jak się okazało – filmik z Seignosse został nagrany przez dziennikarzy parlamentarnego kanału TV. Jego szef Gérard Leclerc powiedział, że nie ma pojęcia, w jaki sposób nagranie dostało się w ręce „Le Monde”.