Zaliczył je do nieodwołalnych dążeń narodu irańskiego "na szczyty naukowego i technicznego postępu".
Dzień wcześniej Iran przeprowadził testy dwóch nowych rakiet, co łącznie z planami wysłania irańskich okrętów w pobliże atlantyckich wybrzeży USA zaniepokoiło Zachód.
Niektórzy eksperci uważają, że prężenie muskułów przez Rohaniego ma uspokoić w Iranie wpływowych przeciwników dogadywania się z Zachodem.
- Odpalanie nowych rakiet i groźby wysłania okrętów to przekaz do sprzeciwiających się negocjacjom ultrakonserwatystom: nie poddajemy się, wszystko jest w porządku - komentuje dla agencji Reuters Farhang Jahanpour, orientalista z Uniwersytetu Oksfordzkiego.
Po wyborze w połowie zeszłego roku uważanego za reformatora Rohaniego na prezydenta Republiki Islamskiej stosunki Teheranu z Zachodem się poprawiły.
Oddaliła się wizja ataku militarnego Amerykanów na irańskie instalacje nuklearne (Izraelczyków w mniejszym stopniu, bo oni nie wierzą, że Rohani poza retoryką różni się od poprzednika Mahmuda Ahmadineżada).
Ale wizja taka pojawia się jako argument w toczących się negocjacjach. Sekretarz stanu USA John Kerry wspominał kilka tygodni temu w telewizji Al-Arabija, że jeżeli Iran nie dotrzyma zobowiązań, to "wojskowa opcja jest przygotowana".
W listopadzie zawarto wstępne porozumienie o zniesieniu części zachodnich sankcji w zamian za zamrożenie programu atomowego. W styczniu pierwsze sankcje zostały już zniesione, 18 lutego zaczynają się w Wiedniu rozmowy mocarstw z grupy G5+1 (stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ - USA, Chiny, Wielka Brytania, Francja, Rosja plus Niemcy) z Iranem na temat całościowego prozumienia.
Podtrzymywane groźby ataku militarnego Rohani uznał dziś, przemawiając rocznicowo do tłumów w Teheranie, za dziecinne i bez wartości. Jednocześnie przedstawiał negocjacje nulearne z G5+1 za wielki historyczny test dla Ameryki i Europy.