Wiceminister spraw wewnętrznych Mohammad Ayub Salangi potwierdził, że wśród ofiar zamachowców jest m.in. reporter AFP Sardar Ahmad wraz z żoną oraz dwójka z ich trojga dzieci.
Według różnych źródeł Kolejną ofiarą ma być paragwajski dyplomata, który przebywał w Kabulu jako obserwator wyborów. Z kolei rzecznik ministerstwa spraw wewnętrznych Sediq Sediqqi potwierdził na konferencji prasowej śmierć obywateli Kanady, Nowej Zelandii Pakistanu i Indii, ale nie wspomniał o obywatelu Paragwaju.
Celem zamachu był jeden z najbardziej luksusowych hoteli w Kabulu, Serena.
- To miał być jedyny w pełni bezpieczny hotel w mieście - mówił reporter Al Jazeery. Wejście do hotelu utrudniała kilkustopniowa kontrola.
Tymczasem zamachowcy dostali się do środka udając turystów, a małe pistolety ukryli w skarpetkach. Czterej młodzi mężczyźni weszli na teren hotelu wczoraj po godzinie 20.30 i zaczęli strzelać do napotkanych osób.
Po przybyciu na miejsce sił bezpieczeństwa rozpętała się strzelanina. Wszyscy czterej zamachowcy zostali zabici, dwaj po dłuższym oporze, zabarykadowani w jednej z łazienek.
Do ataku doszło w przededniu Newroz, perskiego Nowego Roku, które jest głównym świętem w Afganistanie. Wieczorem w hotelu Serena miały się odbyć uroczystości z tej okazji.
Hotel ten, najczęściej wybierany przez zagranicznych turystów, już raz był obiektem zamachu talibów. W 2008 roku spowodowali oni śmierć ośmiu osób.
Do zamachu już przyznali się talibowie, którzy przysięgli prowadzić kampanię przemocy w celu zakłócenia wyborów prezydenckich planowanych na 5 kwietnia.
Cudzoziemcy zginęli w ataku na hotel w Kabulu