"Do godz. 7 wczoraj wieczorem udało nam się odnaleźć 15 ciał. Poszukiwania są kontynuowane" - powiedział rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Andrij Łysenko.

Do ataku na konwój przewożący uchodźców doszło niedaleko Ługańska, blisko granicy z Rosją, na drodze między miejscowościami Chreszczuwatoje i Nowoświetłowką, na terenie, na którym miała miejsce intensywna wymiana ognia między siłami rządowymi a prorosyjskimi separatystami. Pojazdy ostrzelano z moździerzy i wyrzutni rakietowych Grad.

Czytaj także:

Autobusy z uchodźcami ostrzelane pod Ługańskiem

Władze Ukrainy oskarżają o atak rebeliantów, ci jednak zaprzeczają. Jeden z liderów separatystów powiedział, że to nie bojownicy odpowiadają za ostrzelanie kolumny autobusów z cywilami.

Służby wojskowe Ukrainy przyznały wczoraj, że ludzie, którzy zginęli w ataku, w tym wiele kobiet i dzieci, nie zdążyli uciec z pojazdów, którymi byli przewożeni, i spłonęli w nich. Wiele ciał zostało rozerwanych siłą wybuchu.

Departament Stanu USA potępił atak na konwój. Przyznał jednak, że na razie nie da się określić, kto jest za niego odpowiedzialny.

"Zdecydowanie potępiamy ostrzelanie konwoju, który przewoził uchodźców z Ługańska. Niestety, starali się uciec z miejsca walk, a zamiast tego stali się ich ofiarami" - powiedziała rzecznik departamentu Marie Harf podczas konferencji w Waszyngtonie.