Kilkudziesięciu więźniów muzułmanów pobiło niedawno czterech strażników w więzieniu w Padwie. Wznosili przy tym okrzyki „Allahu Akbar" i wysławiali samozwańcze Państwo Islamskie. Dwa dni później w Pizie islamski więzień nawoływał swoich towarzyszy niedoli do rewolty w imię świętej wojny z niewiernymi i wsparcia dla kalifatu proklamowanego na terenie Syrii i Iraku.

Włoskie media, opierając się na doniesieniach służby więziennej, donoszą o postępującej radykalizacji wyznawców islamu we włoskich zakładach karnych. Zazwyczaj już po kilku miesiącach pobytu nie pozwalają się badać ani leczyć pielęgniarkom i lekarkom, bo to rzekomo niezgodne z islamem. Ci, którzy na to zezwalają, żądają, by kobiety nosiły burki i miały zasłonięte twarze. W więzieniu w Mediolanie islamscy więźniowie rozpoczęli protest, bo kilku strażników nosi krzyżyki, co ma godzić w uczucia religijne osadzonych wyznawców Allaha. Co więcej, gdy na Bliskim Wschodzie w walkach lub zamachach ginęli Włosi, muzułmańscy więźniowie wiwatowali. Teraz fetują, gdy nadejdzie wiadomość o sukcesach armii Państwa Islamskiego albo gdy fanatyczni bojownicy islamu poderżną gardło kolejnemu zakładnikowi. Strażników wyzywają od faszystów, rasistów i sługusów Amerykanów. Jak komentują włoskie media, do włoskiego więzienia wchodzi muzułmanin umiarkowany albo niespecjalnie praktykujący, a często wychodzi islamski integralista, jeśli nie żołnierz świętej wojny.

Jak i dlaczego się tak dzieje, stara się wyjaśnić raport włoskiego Ministerstwa Sprawiedliwości. Z danych wynika, że obecnie we włoskich więzieniach ponad jedna trzecia wszystkich 55 tys. osadzonych to obcokrajowcy. Aż 11 procent, czyli ponad 6 tys., to muzułmanie. Pomijając kilkudziesięciu uwięzionych za rekrutację do oddziałów Państwa Islamskiego lub planowanie zamachów terrorystycznych, chodzi o skazanych za pospolite przestępstwa.

W związku z tak liczną muzułmańską populacją więzienną zgodnie z prawem i regułami poprawności politycznej w 132 spośród 150 wszystkich zakładów istnieją islamskie sale modlitwy. Pięć lat temu były tylko w 20 więzieniach. Ale nabożeństwa odprawia tam zaledwie dziewięciu zatwierdzonych przez ministerstwo imamów. Ponad 180 pozostałych rekrutuje się spośród więźniów.

W większości chodzi o tych, którzy zostali aresztowani za werbowanie bojowników dżihadu, przygotowania do zamachów terrorystycznych lub wzniecanie nienawiści do Włochów, Zachodu, a szczególnie USA i Izraela. Jednym z takich imamów był na przykład Tunezyjczyk Abdel Ben Mabrouk przekazany Włochom przez Amerykanów z więzienia w Guantanamo, bo rekrutował ochotników na wojnę w Iraku w Italii. Islamskim kaznodzieją w więzieniu w Bari był francuski konwertyta Raphael Gendron. Po odsiedzeniu wyroku pojechał walczyć w armii Państwa Islamskiego i w ubiegłym roku zginął w Syrii.

Co w tej sytuacji niesłychane, w ramach swobód religijnych i dyskrecji należnej kultowi religijnemu, nikt nie kontroluje tego, co się dzieje podczas tych więziennych nabożeństw. Wiadomo jednak, że islamscy więźniowie radykalizują się na potęgę.

Arabscy imamowie we włoskich zakładach karnych w ubiegłym roku nawrócili na islam 19 Włochów, wśród nich Domenico Quaranta, członka nowych Czerwonych Brygad odsiadującego wyrok w Trapani za planowanie zamachu bombowego w mediolańskim metrze.

To wszystko wzbudza we Włoszech ogromny niepokój. Zwłaszcza że Państwo Islamskie nawołuje ekstremistów do ataków na cele w Europie, w tym Watykan. Co więcej, w komunikacie, który pojawił się w internecie, zachęca, by bojownicy docierali do Europy jako uchodźcy statkami z Turcji i północnej Afryki, bo to najłatwiejszy i niebudzący podejrzeń sposób. Takich uchodźców przybyło w zeszłym roku przez Morze Śródziemne 200 tysięcy, z czego 170 tysięcy dotarło do Włoch. Co porażające, na skutek włoskiego bałaganu i braku środków, aż 100 tysięcy tych ludzi „wyparowało". Nie wiadomo, gdzie są ani nawet w sporej części, kim są.

Jak przestrzega dziennik „Il Giornale", wystarczy, że jeden na tysiąc to islamski integralista i trzeba się liczyć z setką potencjalnych zamachowców.