Hubert H. był zdumiony, kiedy otworzył wezwanie mandatowe nadane z polskiego Czuchowa. Jak opowiedział dziennikowi „Westdeutsche Zeitung" (WAZ), rzekomi funkcjonariusze komendy powiatowej na północy Polski informowali go o przekroczeniu dopuszczalnej prędkości.
56-latek z Duisburga od razu wiedział, że ktoś chce od niego wyłudzić pieniądze, lecz się naciął. Adresat pisma nigdy nie był w Polsce. Zauważył też, że na wezwaniu nie była odnotowana data, kiedy miał rzekomo popełnić wykroczenie.
W kopercie, która - jak pisze WAZ - wyglądała profesjonalnie, znajdowało się też dość nieostre zdjęcie fotoradarowe. Lecz na zdjęciu zrobionym przez fotoradar numery rejestracyjne nie tylko były inne niż Huberta H. Takich tablic rejestracyjnych w Niemczech w ogóle nie ma.
Mandat za przekroczenie prędkości w Polsce niemiecki kierowca miał zapłacić logując się na podany adres internetowy. Jak informuje gazeta, Hubert H. zamiast tego zgłosił sprawę na policji w Duisburgu. Jak się okazało, słusznie. Potwierdził to rzecznik komendy o brzmiącym po polsku nazwisku Joachim Wawrzeniewski, który poinformował redakcję WAZ, że takie oczywiste oszustwa należy ignorować i zgłaszać policji.