Sukces jest niewątpliwy, ale Donald Trump zaliczył też poważne potknięcie: przegraną w Ohio. To oprócz Florydy jedyny stan, w którym zwycięzca zdobył tego dnia wszystkie głosy elektorskie, w tym przypadku 66. Trafią do puli lokalnego gubernatora, umiarkowanego Johna Kasicha, faworyta republikańskiego establishmentu.
– Gdyby Trump wygrał także w Ohio, powiedziałbym, że jego nominacja jest przesądzona. Ale tak, choć nadal wydaje mi się ona bardzo prawdopodobna, to jednak nie jest wykluczone, że Cruz albo Kasich mu tę nominację mogą odebrać – mówi „Rz" Rudy Giuliani, w przeszłości słynny burmistrz Nowego Jorku, a dziś jeden z najbliższych doradców Trumpa.
Dla charyzmatycznego miliardera spektakularnym sukcesem była wygrana na Florydzie. To największy z amerykańskich swing states, stanów, w których wyborcy często zmieniają swoje preferencje. Dodatkowo wyzwaniem dla Trumpa był jego oponent, senator z Florydy Marco Rubio, do pewnego momentu główna nadzieja umiarkowanych republikanów.
Trump poleciał do swojej posiadłości na Florydzie w Mar-a-Lago, aby powitać ten niezwykły wynik.
– Ja tego nie rozumiem, nikt tego nie rozumie – przyznał miliarder w rzadkiej chwili słabości. – Rozbudził się wielki gniew, wierzcie mi, wielki gniew. Ludzie chcą, aby ten kraj wreszcie zaczął być porządnie rządzony – przyznał jednak po chwili.