Nadija Sawczenko, pierwszy i najbardziej znany więzień z wojny w Donbasie, wróciła już do ojczyzny.
Dlaczego Putin ją wypuścił?
Nie znamy szczegółów rozgrywki dwóch prezydentów – Poroszenki i Putina – której stawką był los więźniów. Jednak od jej początku było widać, że dla ukraińskiego przywódcy dwaj złapani w Donbasie rosyjscy żołnierze oddziałów GRU (czyli wywiadu wojskowego) są wyłącznie towarem do wymiany. Przywiązywał do nich wagę tylko w tej mierze, w jakiej mogli być pomocni w uwolnieniu Sawczenko.
Z kolei dla Putina i Kremla ukraińska lotnik była wartością samą w sobie. To wszak na polecenie władz rosyjskie media rozpętały przeciw niej kampanię propagandową i czyniły z Sawczenki wcielenie ukraińskiego zła, „banderowskiej junty" i „faszystów znad Dniepru". Dlaczego więc ją puścił ?
Decydująca chyba był bezkompromisowa w swej pogardzie dla władców Rosji postawa Ukrainki w czasie jej własnego procesu. Rosyjscy eksperci, tzw. okołokremlowscy (czyli ci, do których docierają plotki spoza kremlowskich murów), byli nią autentycznie przerażeni – oddając chyba nastroje panujące w centrum rosyjskiej władzy.
Po raz pierwszy zobaczyli tam wolnego człowieka gotowego na wszystko w obronie swojej wolności i przekonań – łącznie z popełnieniem powolnej śmierci samobójczej w czasie protestacyjnej głodówki.
Widocznie wywodząca się z KGB rosyjska elita zdążyła już zapomnieć, jak zachowują się wolni ludzie, z którymi mieli wszak do czynienia w ZSRR. Choćby z żyjącym do dziś przywódcą krymskich Tatarów Mustafą Dżemilewem, który w radzieckich więzieniach i łagrach spędził łącznie 15 lat. A swą najdłuższą głodówkę, której omal nie przypłacił śmiercią, przerwał wyłącznie na prośbę legendarnego akademika Andrieja Sacharowa.
Jeszcze w trakcie procesu Sawczenko część rosyjskich politologów obsługujących władze zaczęła sugerować, że gdyby tylko Ukrainka zachowywała się inaczej, z pokorą wobec sądu i Kremla, to na pewno wyrok byłby łagodniejszy. Ale jej nie interesowały takie układy. Postawiła sprawę jasno: wolność albo śmierć. Wykuta jest z tego samego metalu, co Dżemilew.
W tle pojedynku Ukrainki z Kremlem przewinęli się światowi politycy, którzy jednogłośnie domagali się od Putina uwolnienia pilotki. Ta jednomyślność Zachodu bez wątpienia skróciła czas, jaki Kreml spędził w drodze po rozum do głowy. Wystarczyło tylko, by sobie wyobraził, co będzie się działo, gdyby Ukrainka zmarła już po wyroku, w więzieniu, w czasie głodówki, którą na pewno by prowadziła.
A z tego wniosek jeden: wspólny nacisk na Kreml daje efekty. Tam wszak siedzą ludzie myślący racjonalnie, ważący wszystkie "za" i "przeciw", podliczający zyski i straty. Problem tylko w tym, czy Zachodowi starczy determinacji by utrzymać swą jedność i zmusić Putina do wycofania się, oddając Ukrainie zagrabione ziemie.
Rosyjski przywódca wykonał już pierwszy krok. W tył.