Rz: W piątek w Sztokholmie doszło do kolejnego zamachu terrorystycznego. Czy również w Polsce istnieje zagrożenie takim atakiem?
Wojciech Szewko: TTym, co może niepokoić po wydarzeniach w Sztokholmie czy Londynie jest to, że za każdym razem mieliśmy do czynienia z osobami nie należącymi do komórek bojowych ISIS, tylko zaliczanymi raczej do komórek logistycznych, występujących na marginesie znanych i rozpracowywanych siatek. Nie byli to typowi, dobrze przeszkoleni dżihadyści; wprawdzie ich nazwiska pojawiały się w toku śledztw, ale na absolutnym marginesie. Byli to ludzie osiadli, od lat mieszkający z rodzinami w kraju, w którym przeprowadzili zamach.
Jaki to ma związek z Polską?
Jest w tym pewna tradycja: w latach 80. zaplecze miały u nas różne grupy - głównie palestyńskie. Wspomnę też, że do niedawna, jedyną polskojęzyczną stronę internetową ISIS prowadził młody, wychowany w Polsce Czeczen. Serwis miał sporo sympatyków.
Polskie służby są w stanie zapewnić nam bezpieczeństwo?
Polskie służby mają znakomitą cechę. Mianowicie: o ich działaniu, najczęściej bardzo skutecznym, dowiadujemy się po wielu latach. Tak było m.in. z operacją „Miecz” (udaremnionym atakiem terrorystycznym na polskie katedry). Inaczej jest na Zachodzie, gdzie informacje o pracach służb bezpieczeństwa ujawniane są niekiedy bardzo szybko i obszernie; jest to znakomite dla publicystów, ale ułatwia też terrorystom sprawę. Uspokajając, pewne jest to, że organizacje, próbujące prowadzić w Polsce swoje działania, są bardzo dobrze rozpracowane i skutecznie śledzone przez ABW. Ponadto mamy dużo łatwiej niż np. Niemcy. Nie ma u nas dziesiątek tysięcy imigrantów skupionych w jednym miejscu. Łatwiej jest obserwować kilkadziesiąt-kilkaset osób, niż dziesiątki tysięcy, tak jak u naszych zachodnich sąsiadów.