Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zmobilizowało w niedzielę 50 tys. policjantów i żandarmów, do których dołączyło przeszło 7 tys. wojskowych. Mieli zabezpieczyć potencjalne cele ataków terrorystycznych, w tym wszystkie punkty wyborcze w Paryżu. A jednak kilka minut po 14 trzeba było pilnie ewakuować Luwr: miejsce, które Macron wybrał, aby świętować zwycięstwo w niedzielny wieczór. Powód: podejrzana paczka, którą uznano za potencjalny ładunek wybuchowy.
Atak terrorystyczny mógł w ostatniej chwili zwiększyć poparcie dla Marine Le Pen, która obiecywała, że „radykalnie rozprawi się z Państwem Islamskim", m.in. całkowicie wstrzymując imigrację i deportując poza granice kraju wszystkich podejrzanych o radykalizm islamskich.