W stolicy Niemiec czeka też na niego propozycja szefa niemieckiej dyplomacji Sigmara Gabriela (SPD). Dotyczy wspólnego niemiecko-francuskiego funduszu inwestycyjnego oraz powołania reprezentującego oba kraje wspólnego komisarza UE. Jak pisze „Der Spiegel", program nosi nazwę „Elysee 2.0 – Nowe impulsy dla niemiecko-francuskiej współpracy". Jest odpowiedzią na zgłaszane przez obecnego prezydenta Francji propozycje reform w EU w czasie kampanii wyborczej. Jest też ostrożnym rozwinięciem deklarowanych zmian w relacjach gospodarczych i finansowych sprzed dwu lat opracowanych przez ówczesnego ministra gospodarki Emmanuela Macrona oraz Sigmara Gabriela kierującego tym samym resortem w Niemczech.

Niemieckie MSZ proponuje więc ustanowienie odrębnego budżetu dla strefy euro. Z kolei wspólny niemiecko-francuski fundusz inwestycyjny miałby wspierać badania naukowe, rozwój infrastruktury czy projekty w sferze cyfryzacji. Plan Gabriela zakłada też dalsze zacieśnienie współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony w postaci rozbudowy wspólnych struktur wojskowych ze środków „europejskiego funduszu obrony".

Na tym zdaje się kończą się konkrety. Emmanuel Macron może je potraktować jako nieśmiały początek znacznie szerszej współpracy obejmującej zagadnienia unii walutowej oraz architektury strefy euro. Chce wprowadzenia tzw. euroobligacji, co oznaczałoby uwspólnotowienie długów państw strefy. Kosztować by to musiało Niemcy nie tylko wiele miliardów euro, ale i gruntowną przebudowę zorientowanej na oszczędności polityki finansowej.

– Nie jest moim zadaniem okazywanie wspaniałomyślności – mówi jednak minister finansów Wolfgang Schäuble (CDU).

Przed wrześniowymi wyborami do Bundestagu nowy prezydent Francji nie usłyszy w Berlinie żadnych deklaracji ponad propozycje planu Gabriela.

Niemcy mają problem. Zawsze opowiadali się za pogłębieniem integracji europejskiej i muszą podjąć wezwanie Macrona. Przy tym chodzi nie tylko o wymierne koszty finansowe, ale i przyszły kształt Europy.