Nagranie z budowlańcami z Meksyku porzucającymi budowę (miało do tego dojść 31 lipca) wykonane przez innego pracującego tam budowlańca, Antoniego Dangerfielda trafiło do internetu. Na Facebooku obejrzano je 2,5 mln razy.

Na nagraniu widać, jak po porzuceniu pracy przez Meksykanów budowa praktycznie zostaje wstrzymana, a na placu budowy nie widać niemal żadnego budowlańca.

 

Dangerfield poinformował, że za umieszczenie wideo w sieci został zwolniony przez zatrudniającego go podwykonawcę. Wcześniej zaoferowano mu 250 dolarów za usunięcie nagrania z sieci.

Mężczyzna w rozmowie z nowojorskim magazynem Jacobin pochwalił Meksykanów za to, co zrobili.

- Poczułem tę siłę. To było miłe uczucie. Wychodzili z głowami w górze, silni - wspominał.

- To mnie poruszyło. Pomyślałem, wow, to było piękne - dodał chwaląc Meksykanów za solidarność ze zwolnionymi kolegami.

"The Independent" podkreśla, że Meksykanie nie byli członkami związków zawodowych, co - według dziennika - czyni ich gest jeszcze bardziej znaczącym.

Sam Dangerfield, mimo utraty pracy, nie żałuje tego co się stało. Jak mówi to wydarzenie "zmieniło jego życie". Liczy też na to, że nagranie sprawi, iż inni pracownicy poczują, jaką mają siłę.