Pod koniec października Michał, który uczestniczył w proteście przeciwko wyrokowi TK ws. aborcji, miał zostać po demonstracji zabrany przez policjantów do radiowozu, gdzie - jak relacjonuje - "rzucono go na ziemię, wykręcono ręce i duszono bocznym chwytem na krtań".

- Krzyczeli: „jesteś kur… zerem, poddajesz się?” – relacjonuje rozmówca Onetu.

Michał miał "błagać, żeby przestali". - Krzyczałem, że się poddaję. Zmusili do poniżającego wyznania: „tak, jestem grzeczny”. Podsumowali: „a taki byłeś twardy w gębie” – relacjonuje.

Obdukcja wykazała, że do obrażeń mogło dojść „w warunkach i czasie podawanych przez badanego”.

Tymczasem prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa ponieważ - jak przekonują śledczy - mężczyzna sam zachowywał się agresywnie, a policjanci nie przekroczyli swoich uprawnień.

Rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Aleksandra Skrzyniarz w rozmowie z Onetem wyjaśniła, że "istniały podstawy do zastosowania siły fizycznej" wobec Michała, ponieważ nie wykonywał on poleceń policjantów i był agresywny.

Michał przyznaje, że wdał się w pyskówkę z policjantami zarzucając im, że lekceważyli agresywne zachowanie narodowców próbujących zakłócić protest przeciwko wyrokowi TK ws. aborcji. - Nie ukrywam, że rzuciłem też kilka prowokacyjnych haseł do narodowców. Pytałem, czy trzymają się sukienek pedofilii, czy sukienek swoich kobiet – relacjonuje.

Zaprzecza jednak, jakoby zachowywał się agresywnie w radiowozie.