Zatytułowana "Io Sono" (po włosku "Jestem") rzeźba 67-letniego artysty jest "niematerialna", co oznacza, że w rzeczywistości nie istnieje.

Choć autor spotkał się z krytyką, przekonuje, że jego dzieło sztuki nie jest "niczym", lecz "próżnią".

- Próżnia to nic innego jak przestrzeń pełna energii, a nawet jeśli ją opróżnimy i nic nie zostanie, to zgodnie z zasadą nieoznaczoności Heisenberga, to "nic" ma swoją wagę - powiedział Garau. - Dlatego posiada energię, która jest skondensowana i przekształcona w cząsteczki, czyli w nas - tłumaczył

Italy 24 News donosi, że zgodnie z instrukcjami artysty, rzeźba musi być wystawiona w prywatnym domu wolnym od wszelkich przeszkód. Ponieważ dzieło nie istnieje, nie ma specjalnych wymagań dotyczących oświetlenia czy klimatu.

Jedynym namacalnym elementem, który otrzyma nabywca jest certyfikat autentyczności, który jest podpisany i ostemplowany przez Garau.

Choć jest to pierwsza niematerialna rzeźba sprzedana przez Garau, nie jest to pierwsza tego typu rzeźba, którą "stworzył".

W zeszłym miesiącu Garau wystawił inną niematerialną rzeźbę, zatytułowaną "Budda w kontemplacji", na Piazza della Scala w Mediolanie, w pobliżu wejścia do Gallerie d'Italia. Garau zamieścił filmik z "rzeźbą" na swojej stronie na Instagramie.

Na filmie widać oklejony taśmą obszar, na którym znajduje się dzieło.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

"Teraz istnieje i pozostanie w tej przestrzeni na zawsze" - tłumaczy autor. "Nie widzisz go, ale on istnieje. Jest zrobiona z powietrza i ducha".

Rzeźba ma za zadanie "uruchomić" wyobraźnię widza, siłę, która, jak mówi artysta, istnieje w każdym z nas.

- Kiedy decyduję się na "wystawienie" niematerialnej rzeźby w danym miejscu, przestrzeń ta skoncentruje pewną ilość i gęstość myśli w ściśle określonym punkcie, tworząc rzeźbę, która z mojego założenia przybierze tylko najbardziej zróżnicowane formy - powiedział Garau o swoich rzeźbach. - W końcu, czyż nie kształtujemy Boga, którego nigdy nie widzieliśmy? - pytał.