- Śmigłowiec, którym lecieliśmy, był celem ataku - poinformował Duque po wylądowaniu samolotu w mieście Cucuta na północnym wschodzie kraju. Na maszynie widać było dziury po kulach.

- Nasz rząd nie straci ani minuty w walce z handlem narkotykami, terroryzmem i przestępczością zorganizowaną - zapowiedział prezydent Kolumbii. Duque, wraz z ministrem obrony Diego Molano i ministrem spraw wewnętrznych Danielem Palaciosem, podróżował z miasta Sardinata w departamencie Norte de Santander do Cucuty, leżącej przy granicy z Wenezuelą.

Na wideo, opublikowanym przez nadawcę RCN, widać w helikopterze sześć dziur po kulach. Maszyna Blackhawk została trafiona w kadłub, wirnik i ogon.

„Tchórze, którzy zaatakowali prezydenta i ekipę rządową, powinni się bać” – napisał Molano na Twitterze. „Z determinacją będziemy ścigać tych, którzy próbują zdestabilizować ten kraj” – zapowiedział.

Nie wiadomo na razie, kto stoi za atakiem. - Poleciłem siłom bezpieczeństwa ściganie tych, którzy strzelali do samolotu i narażali życie innych na niebezpieczeństwo – powiedział Duque. - Kolumbia pozostaje silna w walce z przestępczością” - ostrzegł.

Przez dziesięciolecia Kolumbia była targana krwawym konfliktem między lewicowymi rebeliantami, prawicowymi organizacjami paramilitarnymi i państwowymi siłami bezpieczeństwa. Zginęło ponad 220 tys. osób, a ponad 6 milionów było zmuszonych do opuszczenia swoich domostw. Trwający ponad pół wieku konflikt został zakończony w 2016 roku, gdy ówczesny prezydent Kolumbii Juan Manuel Santos podpisał historyczny układ pokojowy z partyzantami z FARC.

Choć około 7 tys. bojowników zostało zdemobilizowanych, a FARC stał się partią polityczną, powrót rebeliantów do życia cywilnego okazał się trudny i wielu z nich ponownie zeszło do podziemia.