Cała sprawa zaczęła się od kłótni w sklepie. 71-letni Krystian Broll miał obrazić i grozić śmiercią mieszkańcowi sąsiedniej wsi. Ten uznał, że zagrożenie jest realne i zgłosił sprawę policji. Broll trafił do aresztu.
Prokuratura zleciła biegłym zbadanie stanu psychicznego mężczyzny i ustalenie, czy w chwili zarzucanego mu czynu był poczytalny oraz czy ewentualne pozostawienie go na wolności nie będzie stanowić zagrożenia.
Opinia psychiatrów była jednoznaczna. Bez cienia wątpliwości stwierdzili u Brolla uporczywe zaburzenia urojeniowe z kręgu paranoi. Dodatkowo ze względu na brak świadomości choroby u badanego zalecili detencję w zakładzie psychiatrycznym. Biegli podkreślili też, że istnieje wysokie i realne prawdopodobieństwo dokonania przez niego podobnych lub groźniejszych czynów.
Przed sądem Broll podważał opinie psychiatrów, zarzucając im m.in. brak rzetelnych badań i wywiadu psychologicznego. Biegli argumentowali, że takie zachowanie tylko potwierdza ich diagnozę. Ostatecznie sąd postanowił przychylić się do zaleceń lekarzy i zamknął Brolla w szpitalu psychiatrycznym w Rybniku.
Tam, jak twierdzą bliscy mężczyzny, bezprawnie umieszczono go na oddziale o zaostrzonym rygorze. Jego prośby o dostęp do akt medycznych, zwiększenie ilości zajęć terapeutycznych czy skargi spotykały się z odmową i karami grupowymi.
Rodzina zawiadomiła rzecznika praw pacjenta, a ten zarzucił szpitalowi, że kierująca oddziałem dr Maria Brzezińska-Musioł miała sugerować innym pacjentom, że za występujące w tym okresie ograniczenia swobód odpowiedzialna jest osoba, która „pisze pisma do różnych instytucji i sądów". Pacjenci szybko połączyli ten opis z Brollem i zaczęli odnosić się do niego z niechęcią.
Badający sprawę reporterzy programu „Państwo w państwie" ujawniają kulisy procesu i nieetyczne zdaniem rzecznika traktowanie Brolla przez pracowników szpitala. Dotarli także do mężczyzny, któremu miał grozić Broll.