– Największym zagrożeniem dla Polski jest dziś rosyjska agresja. Koniec, kropka – powiedział gen. Roman Polko w rozmowie z Kanałem Gospodarczym. Zaznaczył przy tym, że nie chodzi o klasyczną wojnę, a konflikt hybrydowy: dywersję, ataki z powietrza, prowokacje, działania pod obcą flagą, cyberataki i dezinformację. – Mamy kampanię antyukraińską i antyniemiecką, a zapominamy, że to Rosja nas atakuje. Z tamtymi krajami może nas dzielić historia czy interesy gospodarcze, ale one na Polskę nie napadają – podkreślił.
Jego zdaniem świadomość zagrożenia wśród Polaków jest „taka sobie”. – Jeśli w ogóle się pojawia, to na zasadzie: coś się dzieje, ale nas to nie dotyczy – ocenił. Według Polki odpowiedzialność za to ponosi także administracja rządowa i samorządowa, działając „na pokaz”. – Za mało (jest) praktycznego działania, które rzeczywiście by budowało świadomość sytuacyjną i obywatelską odpowiedzialność – stwierdził.
Gen. Roman Polko ostro o komunikatach RCB. „Nic nie mówiące”
– Dla mnie absurdem jest testowanie syreny alarmowej. (...) Kolejny raz słyszę, że ludzie nie rozpoznają, co to jest dźwięk modulowany, a co to jest dźwięk, który już nie jest modulowany. Raptem dwa sygnały alarmowe i nic nie mówiące komunikaty Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, które mówią: „zagrożenie, zachować szczególną ostrożność, ewakuuj się” – mówił. – Otóż najwyższa pora, żeby nauczyć się komunikować ze społeczeństwem – zaapelował generał.
Czytaj więcej
W Ministerstwie Obrony Narodowej trwają prace nad projektem ustawy o pełnej gotowości państwa na wypadek wojny. Ma on usprawnić system kierowania o...
Odsyłanie w komunikatach RCB do „Poradnika bezpieczeństwa”, przygotowanego przez MSWiA i MON, były dowódca GROM-u nazwał „głupotą”. – Można go przeczytać pięć razy i nie znaleźć odpowiedzi na zagrożenia w swoim miasteczku. Politycy powinni omawiać konkretne przypadki: był alarm o trzeciej w nocy, w takiej sytuacji zrób to i to. Tylko pewnie sami nie wiedzą, co – mówił.
Polko zwrócił uwagę, że obywatel po otrzymaniu alertu nie wie nawet, ile ma czasu na reakcję. – Czy ma pół godziny i zdąży do schronu, zwykle w centrum handlowym, które na dodatek może być zamknięte? Czy rakieta doleci w dwie, trzy minuty i lepiej schować się w mieszkaniu, w pomieszczeniu bez okien? – pytał generał. Jego zdaniem komunikaty muszą być proste i jednoznaczne, a do tego wysyłane na czas. – Zbyt często alarm przychodzi, kiedy zagrożenie już minęło – dodał.
Gen. Roman Polko: Kto zapłaci za noc spędzoną w schronie?
– Dobrze byłoby w lokalnych społecznościach porozmawiać, przyjść, pokazać, omówić w konkretnym miejscu, na konkretnym osiedlu, w konkretnym regionie, w jaki sposób postępować, zachować się – kontynuował generał. Taka edukacja powinna być jednak prowadzona z inicjatywy władz centralnych. Tam, gdzie brakuje schronów, zwłaszcza w regionach najbardziej narażonych, trzeba je zbudować. – Być może takie Hesco-bastiony, jakie stawia się na przejściach granicznych, powinny stanąć tam, gdzie ludzie nie mają w okolicy żadnego schronu. Choćby po to, żeby czuli się bezpieczniej – mówił Polko.
Czytaj więcej
– Musimy oddać antenę na sprawy ważniejsze – powiedział prowadzący i zszedł z ekipą do schronu. Alert RCB przerwał nadawany na żywo program „Miłego...
Za kluczową kwestię rozmówca Kanału Gospodarczego uznał jednak samą decyzję o ogłaszaniu alarmu. – Leci jeden dron, nie wiadomo, czy uzbrojony, a alarm dostaje cała miejscowość. Ludzie ewakuują rodziny, zarywają pół nocy w schronie. Czy następnego dnia mają iść do pracy, a dzieci do szkoły? – pytał. – Jest szereg trudnych pytań, na które trzeba udzielić odpowiedzi – zauważył.
Takie scenariusze trzeba według generała przećwiczyć w praktyce. – Wtedy nie będzie rozdwojenia jaźni: niby coś wyje, ale nigdy nic się nie działo, to i teraz nic się nie stanie – podsumował gen. Roman Polko.