Próby uratowania go, okazały się nieskuteczne. Borsuczyca padła w nocy ze środy na czwartek - poinformowała fundacja "Dzika Ostoja", która zajmowała się zatrutą alkoholem Wandzią.

A jeszcze wczoraj fundacja informowała, że jej stan zdrowia się poprawia. - Jest jeszcze pod lekkim „wpływem". Zaczyna jeść, ale na leżąco. Są postępy. Czeka nas kolejna wizyta u weterynarza – donosiła fundacja na swoim profilu na Facebooku.

Zwierzę było ratowane za pomocą glukozy i płynów odtruwających, ale to okazało się nieskuteczne. Borsuczyca zdechła.

Sławę w całej Polsce Wandzia zyskała po tym, jak na plaży w Rewalu znaleźli ją turyści, którzy wezwali straż miejską, a ta pracowników fundacji „Dzika Ostoja". Nieprzytomny borsuk leżał wśród butelek po piwie. Weterynarz stwierdził, że zwierzę jest ... pijane.

– Wandzia ukradła wczasowiczom siedem piw Desperados i na plaży w Rewalu wszystkie wypiła. Kapsle zgryzła zębami – mówią pracownicy fundacji.

Zdaniem specjalistów borsuki, podobnie jak i jeże, bardzo lubią piwo, ale ta borsuczyca najwyraźniej przedawkowała.