- Pielęgniarki mają dość niskich płac (...), dość niemożności zaoferowania pacjentom opieki, na jaką zasługują - oświadczyła sekretarz generalna RCN, Pat Cullen.

Cullen podkreśliła, że rząd odmówił prowadzenia formalnych negocjacji po tym jak związek RCN, przed dwoma tygodniami, zapowiedział, że zamierza zorganizować pierwszy w 106-letniej historii związku strajk.

Minister zdrowia Wielkiej Brytanii, Steve Barclay tłumaczył, że spełnienie żądań pielęgniarek oznaczałoby 19,2 proc. podwyżki wynagrodzeń, co kosztowałoby 10 mld funtów rocznie.

Czytaj więcej

Zawiniła wysoka inflacja. Brytyjczycy kradną na potęgę

- To trudne czasy dla wszystkich, a gospodarcze okoliczności sprawiają, że nie stać nas na żądania RCN - dodał.

Barclay zapewnił, że Narodowa Służba Zdrowia (NHS) ma przygotowane plany pozwalające zminimalizować skutki strajków.

10 mld

Tyle funtów rocznie kosztowałoby spełnienie postulatów pielęgniarek

Strajk pielęgniarek będzie źródłem dodatkowej presji na rząd Rishiego Sunaka w czasie, gdy Wielka Brytania zmierza ku recesji, a inflacja w październiku osiągnęła poziom 11,1 proc. - najwyższy od 41 lat.

Obecnie na leczenie szpitalne czeka na Wyspach ok. 7 mln osób - wylicza Reuters.

- Dlaczego, do licha, minister zdrowia odmawia negocjowania z pielęgniarkami - dziwi się Wes Streeting, odpowiedzialny za ochronę zdrowia w opozycyjnej Partii Pracy.

- Pacjenci już nie mogą otrzymać opieki lekarskiej na czas, strajk to ostatnia rzecz, której potrzebują, a rząd pozwala, aby do niego doszło - dodaje.