"Cześć, jestem Chewy" - można było przeczytać na kartce pozostawionej przy psie porzuconym w toalecie lotniska McCarran w Las Vegas 2 lipca.

Z dalszej części listu można było się dowiedzieć, że właścicielka Chewy'ego ucieka od toksycznego związku i nie stać jej, na zebranie ze sobą szczeniaka. "Nie chciała mnie porzucić, ale nie miała innego wyboru" - głosi list pisany w imieniu Chewy'ego.

Autorka listu tłumaczy następnie, że jej były partner znęcał się nad psem. Zwierzę miało zostać kopnięte podczas ostatniej kłótni i "prawdopodobnie potrzebuje pomocy weterynarza" - napisała była właścicielka.

Chewy - jak pisze BBC - został porzucony w torbie, w damskiej toalecie na lotnisku. Kobieta, która znalazła torbę, wezwała ochronę bojąc się, że zawiera ona niebezpieczny ładunek.

Teraz pies znajduje się w schronisku. Właściciele schroniska podejmują intensywne próby odnalezienia jego właścicielki.

Darlene Blair, współwłaścicielka schroniska podkreśla, że pies jest zdrowy, a ona chce zrobić wszystko, by odnaleźć "biedną kobietę, która musiała go porzucić". Pomoc w odnalezieniu kobiety zadeklarowało też wiele osób, które w dniu jego porzucenia znajdowały się na lotnisku.

Blair przyznaje, że schronisko otrzymuje tysiące zapytań o możliwość adoptowania psa, ale zależy jej na tym, by zwrócić go właścicielce. Dlatego osobom, które chcą adoptować Chewy'ego, oferuje wzięcie do domu innych zwierząt. - Powiedzcie, że przysłał was Chewy - dodaje.