Spencer pytany o rolę zwolenników alt-prawicy w czasie demonstracji w Charlottesville (amerykańscy neonaziści, rasiści i nacjonaliści protestowali tam przeciwko usunięciu pomnika jednego z przywódców Konfederacji gen. Roberta E. Lee), w czasie której wznoszono m.in. okrzyki "Żydzi nas nie zastąpią", odpowiedział: Bądźmy szczerzy. Żydzi są znacznie nadreprezentowani w tym, co nazywamy "establishmentem".

Zdaniem Spencera biali są spychani w USA na margines. Na pytanie jak na te uwagi mają reagować Żydzi, Spencer odparł, że "obywatel Izraela, który rozumie jak ważne jest zachowanie tożsamości, a także czuje czym jest naród i społeczeństwo, powinien szanować kogoś takiego jak on".

- Możecie powiedzieć, że jestem białym syjonistą - w tym znaczeniu, że dbam o swoją grupę, chcę stworzyć dla niej bezpieczną ojczyznę. Tak jak wy chcecie mieć bezpieczną ojczyznę w Izraelu - tłumaczył.

Spencer już kilka miesięcy temu mówił w rozmowie z "Haaretz", że "szanuje Izrael" i że szanowałby decyzję USA o przeniesieniu ambasady z Tel Awiwu do Jerozolimy (to ostatnie miasto nie jest stolicą kraju ze względu na konflikt z Palestyńczykami, którzy chcieliby, aby Jerozolima - nazywana przez Arabów Al-Kuds - była stolicą ich państwa).

Z kolei w 2010 roku Spencer w artykule "Sojusz z Żydami" sugerował, że Izrael mógłby stać się sojusznikiem białych nacjonalistów w USA.

Przedstawiciel alt-prawicy ma jednak na swoim koncie również antysemickie wypowiedzi.

Postulował np. tzw. dejudyfikację Holokaustu przekonując, że Żydzi wykorzystują Zagładę i doznane w okresie II wojny światowej cierpienia do wzmocnienia swojej specyficznej pozycji w amerykańskim społeczeństwie.