Do incydentu doszło w czasie korridy w gminie Villacarrillo na południu Hiszpanii.
Zgodnie z tradycją po zabiciu byka przez matadora widzowie zaczęli rzucać na arenę różne rzeczy, które ten podnosił z ziemi i odrzucał w trybuny. Kiedy jednak na ziemię spadła przed nim flaga Hiszpanii, mężczyzna podniósł ją, narzucił sobie na ramiona i zaczął paradować w niej po arenie - podobnie jak robią to sportowcy po zwycięstwie w zawodach.
Matador nie zwrócił jednak uwagi na to, że flaga, którą nosił nie była aktualną flagą Hiszpanii lecz jej wersją używaną w czasach reżimu Franco.
Na matadora spadła za to fala krytyki. Teresa Rodriguez, sekretarz generalna partii Podemos w Andaluzji napisała, że to wstyd, że takie wychwalanie faszyzmu wciąż jest możliwe.
Padilla zapewnił jednak, że nie był świadom tego, jaką flagę podniósł z ziemi - dodał, że nie zauważył, iż znajduje się na niej orzeł, który zniknął z flagi po zmianie reżimu w Hiszpanii.
- Ten symbol pochodzi z przeszłości, a ja żyję teraz - dodał 44-letni matador w rozmowie z "El Mundo".
Padilla wydał też oświadczenie, w którym napisał, że jest dumny z tego, że jest Hiszpanem. Dodał, że nigdy nie zrobiłby świadomie niczego, co mogłoby urazić czyjeś uczucia. Zastrzegł jednak przy tym, że Hiszpania ma dziś większe problemy niż kwestia flagi - nawiązując do zaplanowanego przez władze Katalonii referendum niepodległościowego.
"W tych trudnych czasach ważniejsze jest dla mnie bronienie barw Hiszpanii" - podsumował.