Sprawę rozpatrywał Sąd Apelacyjny, po tym jak Urząd ds. Standardów Edukacyjnych (Ofsted) odwołał się od orzeczenia sądu I instancji, który oczyścił szkołę z zarzutów o dyskryminację. Urzędnicy przekonywali, że segregacja płciowa sprawia, iż dziewczęta "nie są przygotowane do życia we współczesnej Wielkiej Brytanii".
Sąd Apelacyjny uznał, że w szkole dochodzi do dyskryminacji, ale nie zgodził się ze stwierdzeniem, że polityka szkoły dyskryminuje dziewczynki względem chłopców - zdaniem sądu dyskryminacja jest obustronna.
Sąd wytknął też Urzędowi, że ten dopiero teraz zwrócił uwagę na problem - szkoły stosujące segregację powinny więc otrzymać czas na dostosowanie się do nowej rzeczywistości.
W Wielkiej Brytanii działa jeszcze ok. 20 szkół stosujących segregację płciową.
W szkole w Birmingham uczniowie i uczennice po ukończeniu pięciu lat byli kompletnie oddzielani od siebie - mieli oddzielne lekcje, oddzielne zabawy na przerwach i oddzielne wycieczki szkolne.
Ofsted uznał to za niezgodne z Aktem Równości (Equality Act) z 2010 roku.
Amanda Spielman, Inspektor ds. Szkół występując przed sądem stwierdziła, że fakt, iż szkoła uczy chłopców i dziewczęta "całkowicie oddzielnie, zmuszając ich do korzystania z oddzielnych klatek schodowych i rozdzielając ich przez cały czas" to "dyskryminacja, która jest zła". Spielman dodała, że tak wychowane dzieci nie będą przygotowane do życia w Wielkiej Brytanii.