Z sondażu wynika, że środowiska białych nacjonalistów uznawane są przez żołnierzy za większe zagrożenie dla USA niż konflikty zbrojne toczące się w Syrii (jako zagrożenie dla USA wskazało go 27 proc. ankietowanych), Afganistanie (22 proc.) czy Iraku (17 proc.).

42 proc. uczestników sondażu o innym niż biały kolorze skóry twierdzi również, że spotkało się z postawami określanymi w USA mianem białego supremacjonizmu (postawa charakteryzująca się przekonaniem o wyższości rasy białej nad innymi rasami) w czasie służby w armii. O obecności białego nacjonalizmu w armii USA mówi też 18 proc. ankietowanych żołnierzy o białym kolorze skóry.

Jednocześnie 5 proc. ankietowanych twierdzi, że wśród zagrożeń dla kraju należy wymieniać takie organizacje jak Black Lives Matter (reprezentująca Afroamerykanów organizacja walcząca z dyskryminacją rasową).

"Military Times" odnotowuje jednocześnie, że niektórzy uczestnicy sondażu wyrazili niezadowolenie z faktu, iż wśród zagrożeń dla bezpieczeństwa USA jakie dano uczestnikom do wyboru, wymieniono białych supremacjonistów. "To nie są terrorystyczne organizacje" - napisał jeden z oficerów marynarki wojennej.

Z kolei sierżant Sił Powietrznych przekonywał, że "biali nacjonaliści i rasiści to dwa zupełnie różne rodzaje ludzi".

W sondażu wzięło udział 1131 żołnierzy w służbie czynnej.

O zagrożeniu ze strony białych nacjonalistów w USA zaczęło się mówić po wydarzeniach w Charlottesville, gdzie w czasie zorganizowanych przez supremacjonistów protestów przeciwko usunięciu pomnika gen. Roberta E. Lee, dowódcy Konfederatów w czasie wojny secesyjnej, doszło do zamieszek.