Prowincja Wniebowzięcia NMP Zakonu Braci Mniejszych w Polsce ma swoja główną siedzibę w katowickich Panewnikach. Prowincja liczy 308 braci, a ponad 100 z nich pracuje poza granicami naszego kraju.

Na zagranicznej misji w Republice Środkowoafrykańskiej przebywają o. Hieronim Łusiak i o Kordian Merta. Misjonarze przekazali, że misja została zaatakowana przez muzułmanów.

"W nocy z piątku na sobotę doszła nas informacja, że grupa muzułmanów zwana bororo, znajduje się 35 km od Rafai i zbliża się, aby nas zaatakować. Z racji na to, że w ostatnim czasie słyszeliśmy dużo tego typu informacji, zbagatelizowaliśmy tą wiadomość. Jednak nad ranem, kiedy ów wiadomość została potwierdzona, zawieźliśmy oba samochody za rzekę do bazy wojska marokańskiego, po czym wróciliśmy na misje" - relacjonuje o. Łusiak

"Po obiedzie jak zawsze krótka siesta, następnie adoracja i między godziną 15.00 a 16.00 doszła nas informacja, że muzułmanie są już tylko 3 km od nas. Ojciec Kordian kazał mi wziąć motor i uciekać za rzekę, ale okazało się, że jest już za późno, rozległy się strzały. Weszliśmy do salonu, a po dwudziestu minutach strzelaniny, podjęliśmy decyzję, że musimy uciekać" - czytamy dalej.

O. Łusiak opisuje, że misjonarze zostali obrabowani z pieniędzy, a do głowy jednego z nich przystawiono karabin. Pomocy udzielili im żołnierze stacjonujący w marokańskiej bazie.

"Następnego dnia w niedzielę nasza baza została dwa razy ostrzelana, ale niegroźnie. Kiedy Marokańczycy odpowiedzieli ciężką artylerią, po przeciwniku nie było widać nawet śladu. W poniedziałek od rana było słychać strzały, ale ok. godziny 10.00 doszła nas informacja, że muzułmanie się wycofali. Czym prędzej z ojcem Kordianem udaliśmy na misje, żeby zobaczyć, co da się uratować. Ku naszemu zaskoczeniu nie było aż tak źle" - pisze o. Łusiak.

"Najgorszy widok miał miejsce tego samego dnia popołudniu, kiedy postanowiłem udać się jeszcze raz za rzekę, by odebrać moje bagaże z bazy wojskowej. Otóż, przechodząc przez rynek mijałem dziesiątki obrońców z Anty-balaki, którzy to urządzili sobie ucztę z ciał swoich wrogów, wierząc, że w ten sposób posiądą ich siłę. Jeden z nich odciął kawałek nogi nieboszczyka i wyciągając w moim kierunku, zapytał czy chcę spróbować" - dodaje.