Tak masowe używanie hashtagu #Tamam przez tureckich użytkowników Twittera sprawiło, że stał się on w pewnym momencie jednym z najczęściej używanych hashtagów na całym świecie.

Przeciwnicy Erdogana użyli tego określenia nawiązując do jego przemówienia w parlamencie, w którym szykujący się do walki o reelekcję w przedterminowych wyborach prezydenckich Erdogan zapowiedział: - Jeżeli któregoś dnia naród powie "dość", wówczas ustąpię.

Przedterminowe wybory w Turcji odbędą się 24 czerwca.

"Chcemy demokracji, więc mówimy #dość Erdoganowi. Proszę opuść swoje stanowisko, zrobiłeś szalone rzeczy naszemu krajowi i narodowi. Dość" - napisał jeden z tureckich użytkowników Twittera.

"Nie odejdziesz z urzędu po cichu. Odpowiesz za rzeczy, które zrobiłeś. Dość!" - dodał inny.

Z hashtagu "Tamam zaczęli też korzystać rywale Erdogana w wyborach prezydenckich - m.in. Muharrem Ince, kandydat głównej partii opozycyjnej, Republikańskiej Partii Ludowej (CHP).

Dziennikarz Rusen Cakir zauważył, że to dziwne, iż sam Erdogan podsunął opozycji slogan, pod którym ją zjednoczył.

Tureckie władze w odpowiedzi na internetowy fenomen oświadczyły, że wpisy z hashtagiem #Tamam umieszczane są w internecie przez boty zarządzane przez kurdyjskich bojowników z Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) i zwolenników Fethullaha Gulena (przebywającego na wygnaniu w USA przeciwnika politycznego Erdogana oskarżanego przez Ankarę o to, że stał za próbą zamachu stanu w Turcji w lipcu 2016 roku.

- Klawiaturowi bohaterowie, którzy nie wiedzą czym są urny wyborcze, zobaczymy to wieczorem 24 czerwca - napisał na Twitterze rzecznik rządzącej krajem Partii Sprawiedliwości i Rozwoju Mahir Unal.