21 grudnia mieszkanka Trójmiasta, spiesząc się do szpitala do umierającego ojca, zdecydowała się na skorzystanie z usług firmy przewozowej.

Jechała z Gdyni do szpitala w Gdańsku Zaspie, miała więc do pokonania 21 km.

Jak wcześniej opisywał portal Trojmiasto.pl, taksówkarz nie poinformował pasażerki, jaki będzie rachunek za przejazd, jedynie, wjeżdżając do Sopotu, powiedział, że zmienia taryfę.

W miejscu docelowym kierowca zażądał kwoty 595 zł. Kobieta zmuszona była do szukania bankomatu, by wypłacić pieniądze.

- Ja naprawdę nie miałam czasu się z nim kłócić. Po prostu wypłaciłam z bankomatu 600 zł i wręczyłam je taksówkarzowi. Niestety do taty nie zdążyłam. Zmarł kilkanaście minut wcześniej - powiedziała w rozmowie z portalem pasażerka.

Firma, której pracownikiem jest taksówkarz, przeprasza. Tłumaczy, że kursy rozliczane są z kierowcami w połowie miesiąca, dlatego "nie wyłapano" faktu, że taksówkarz samowolnie zmienił stawkę za przejazd.  Zapewniono, że klientka odzyska pieniądze, a wobec kierowcy wyciągnięte zostały "odpowiednie konsekwencje".