W korespondencji Reutera czytamy, że Zalewska-Stefaniak "czuła, że nie jest uczciwe, że siedzi ona wygodnie w swoim domu w Warszawie, podczas gdy imigranci głodują i marzną w lasach znajdujących się 200 km dalej, na granicy Polski z Białorusią".
Dlatego zdecydowała się na zorganizowanie akcji "Zupa na granicę", w ramach której przygotowano tysiące słoików domowej zupy, które organizatorka akcji określa "leśnym cateringiem" dla imigrantów.
- To oddolna inicjatywa ludzi, takich jak ja, których uwierało to, że siedzą w swoich ciepłych domach i nie są w stanie zrobić niczego, by pomóc - mówi Zalewska-Stefaniak.
Czytaj więcej
Reuters opisuje grupę pracę pięciu wolontariuszy z Litwy, którzy w garażu w pobliżu Wilna przygotowują paczki dla imigrantów zawierające m.in. zapa...
Jak czytamy w depeszy pierwsze 600 słoików zupy przygotowano i wysłano na granicę pod koniec października. Do teraz wolontariusze mieli przekazać imigrantom i działaczom organizacji pozarządowych pomagających imigrantom na granicy ok. 4 tysięcy litrów zupy.
Reuters podaje, że zupy są przygotowywane przez "rodziny, harcerzy i inne osoby". Zauważa też, że grupa na Facebooku, która zrzesza osoby biorące udział w akcji, rozrosła się do 1 800 osób.
Tyle litrów zupy trafiło do imigrantów w ramach akcji "Zupa na granicę"
Agencja zauważa, że początkowo na granicę wysyłano tylko zupy jarzynowe, które są lekkostrawne, ale sycące. Teraz wolontariusze pieką też chleb dla imigrantów, przygotowują dania mięsne i specjalne zestawy dla małych dzieci.
Uczestnicy akcji starają się, aby posiłki spełniały wymogi stawiane jedzeniu przez imigrantów - unikają m.in. stosowania wieprzowiny - mówi Zalewska-Stefaniak. Organizatorka akcji dodaje, że chce pokazać, iż "zwykli Polacy chcą pomagać" pomimo różnic kulturowych, jakie dzielą ich z imigrantami.
- To jest ponad polityką, ponad wszystkimi podziałami. Głodnych trzeba nakarmić, to podstawowa zasada nie tylko chrześcijaństwa, ale człowieczeństwa - mówi Zalewska-Stefaniak.