Kilka dni temu na wrocławskim rynku Jacek Międlar promował swoją autobiografię zatytułowaną "Moja walka o prawdę. Wyznania byłego księdza". Protestowało przeciwko niemu kilkadziesiąt osób, a ponieważ napięcie między zwolennikami a przeciwnikami byłego księdza szybko rosło, wrocławski Ratusz zdecydował o zakończeniu promocji.
Czy jednak sama organizacja spotkania nie łamała miejskich przepisów? O to w Urzędzie Miasta pyta Partia Razem.
Jacek Międlar zapowiadał na sobotę "spotkanie autorskie", informując w ten sposób o wydarzeniu np. na swojej stronie. W czasie spotkania opowiadał o książce, którą można było na miejscu zakupić.
"Jest to działalność komercyjna, a zgodnie z zarządzeniem prezydenta Wrocławia na terenie pl. Wolności i Rynku wyklucza się organizowanie festynów, akcji i imprez komercyjnych o charakterze promocyjno-reklamowym" - zwraca uwagę Łukasz Olszewski z partii Razem, cytowany przez "Gazetę Wrocławską".
"Prosimy zatem miasto o uchylenie rąbka tajemnicy i wytłumaczenie, w jakim trybie Jacek Międlar zorganizował sobotnie spotkanie. Przepisy jasno stwierdzają, że wydarzenia komercyjne na wrocławskim rynku mogą mieć miejsce tylko wtedy, gdy impreza jest organizowana lub współorganizowana przez Gminę Wrocław… a szczerze wątpimy, że Wrocław współorganizował promocję antysemickiej książki. Co na to Biuro Prasowe Urzędu Miejskiego Wrocławia oraz Rafał Dutkiewicz?" - pyta Razem.
Niezależnie od Razem, Marta Lempart z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet zapowiedziała złożenie zawiadomienia do prokuratury na organizatorów spotkania z Międlarem: na prezydenta Wrocławia - za to, że na takie spotkanie wydał zgodę, oraz na policję, która - jej zdaniem - nie była w stanie wystarczająco szybko przerwać promocji mimo decyzji ratusza o jej zakończeniu.