W piątek 9 listopada pojawił się ogień w piwnicy 11-piętrowego wieżowca przy ul. Warneńczyka w Toruniu. „Wyglądało to na tyle groźnie, że błyskawicznie na miejscu pojawiły się cztery zastępy Straży Pożarnej oraz pogotowie gazowe i energetyczne” – informował toruński portal Nowosci.com.pl. A inny lokalny serwis OtoTorun.pl cytował swojego czytelnika: „Teren wokół wieżowca został ogrodzony taśmą, na zewnątrz wyniesione zostały jakieś spalone rzeczy, akcję strażaków obserwuje spora liczba mieszkańców”.
Lokalne media informowały, że pożarowi towarzyszyło całkowite zadymienie korytarzy, a z informacji rp.pl wynika, że do takich skutków doprowadziło spalenie piwnicy należącej do Bogdana Czajkowskiego.
– Nie chcę stawiać żadnych kategorycznych hipotez. Jednak fakt, że spaliła się wyłącznie moja piwnica, uważam za bardzo dziwny – mówi w rozmowie z rp.pl Czajkowski.

Czajkowski jest byłym opozycjonistą i przywódcą strajku okupacyjnego na Politechnice Warszawskiej w 1968 r. Później był jednym z autorów telewizyjnej kampanii wyborczej Lecha Wałęsy. Jest reżyserem, publicystą i literatem.

Głośniej zrobiło się o nim w 2016 roku, gdy przeszedł do finału konkursu na prezesa TVP, ostatecznie wygranego przez Jacka Kurskiego. Po konkursie publicznie mówił, że kandydatura Kurskiego powinna być odrzucona z powodów formalnych, bo przyszły prezes złożył dokumenty konkursowe pół godziny po terminie. O wątpliwościach wobec trybu złożenia oferty przez Kurskiego pisaliśmy też w „Rzeczpospolitej”.

5 listopada, o czym też informowały media, Czajkowski wysłał do prezydenta Andrzeja Duda otrzymany od prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski. Czajkowski argumentował, że nie może nosić tego samego odznaczenia, co biznesmen Zbigniew Niemczycki, odznaczony w 2015 roku, który jako TW na niego donosił. W piśmie do prezydenta Czajkowski protestował też m.in. przeciw odwołaniu Antoniego Macierewicza i braku publikacji aneksu do raportu z likwidacji WSI.
Treść oświadczenia pojawiła się w sieci już 6 listopada, a Czajkowski opublikował je na swoim blogu w piątek 9 listopada nad ranem. Kilkanaście godzin później doszło do pożaru. Czy można łączyć te dwa zdarzenia?

Postępowanie w sprawie pożaru prowadzi toruńska policja. Podinsp. Wioletta Dąbrowska z komendy w Toruniu mówi, że na „tak wstępnym etapie niczego nie można wykluczyć”. – Zostały zarządzone oględziny z udziałem biegłego ds. pożarnictwa. Dodatkowo zabezpieczono elementy wskazane przez pokrzywdzonego. Czekamy na opinię biegłego – informuje.

Jednak Straż Pożarna już teraz twierdzi, że mogło dojść do celowego podpalenia. – Przypuszczalną przyczyną zdarzenia jest zaprószenie ognia przez osoby nieznane, ściślej podpalenie umyślne – mówi bryg. Andrzej Seroczyński, oficer prasowy Komendanta Miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Toruniu. – Dostaliśmy zgłoszenie o zadymieniu klatki schodowej o godz. 16.45. Prowadziliśmy działania do 19.21. Działały cztery zastępy, czyli 14 strażaków. Powierzchnia zdarzenia wyniosła 40 m2, a spaleniu uległy trzy komórki lokatorskie – wylicza.

– Informacja o spaleniu trzech komórek jest bardzo nieścisła, bo pozostałe dwie miały tylko nadpalone drzwi – odpowiada Bogdan Czajkowski. I dodaje, że podłożenie ognia w jego piwnicy raczej nie mogło zdarzyć się przez przypadek. – Piwnica była zamknięta pełnymi drzwiami, a ja nie otwierałem jej od dwóch lat – mówi.