W 15. rocznicę przynależności Polski do UE, marsz organizują Konfederacja Korwin Braun Liroy Narodowcy, Młodzież Wszechpolska oraz Stowarzyszenie marsz Niepodległości. Hasłem marszu jest "Stop dyktatowi Berlina i Brukseli".
Tuż przed rozpoczęciem marszu przemówił Janusz Korwin-Mikke, który przekonywał, że to PiS podpisywało Traktat Lizboński i tym samym spowodowało, że "straciliśmy suwerenność" więc PiS powinno się z tego tłumaczyć.
- Powinni przepraszać na kolanach - mówił Korwin-Mikke.
Polityk stwierdził też, że ponieważ nie można prezentować żadnych faszystowskich znaków, "zabrania prezentowania wizerunku Rafała Trzaskowskiego".
Marek Jakubiak (dawniej Kukiz'15) przekonywał, że Polacy nie chcą niemiecko-rosyjskiego cesarstwa, a suwerenność to przede wszystkim polski język i złotówka.
Lider Ruchu Narodowego Robert Winnicki z kolei przekonywał: "Nie będziemy płacić żydowskich roszczeń z mienia bezspadkowego. Jedna z koncepcji to zapłata lasami państwowymi!!!"
Uczestnicy ruszyli z Placu Zamkowego, dotarli do siedziby przedstawicielstwa Komisji Europejskiej przy ul. Jasnej.
Maszerujący niosą hasła: "Precz z Unią Europejską", "Tu jest Polska", "PiS, PO - jedno zło", „Jezus Król Polski”. Uczestnicy wznoszą hasła "Tu jest Polska, nie Bruksela, tu się zboczeń nie popiera".
Przy ul. Świętokrzyskiej członkowie Antify próbowali zablokować marsz. Usunęła ich policja. Mimo to relacjonujący marsz Krzysztof Bosak, wiceprezes Ruchu Narodowego, poinformował na Twitterze, że funkcjonariusze "chronili" zwolenników UE.
Nie wiadomo, ilu jest uczestników marszu. Organizatorzy tuż przed jego startem oceniali, że na Placu Zamkowym zebrało się ok. 5 tysięcy osób.
Warszawski Ratusz próbował zablokować Marsz Suwerenności, decyzję o jego zakazie wydał prezydent Rafał Trzaskowski. Sąd Apelacyjny uznał, ze jest ona bezpodstawna.
Władze Warszawy ostrzegły jednak, że jeśli podczas marszu pojawią się hasła rasistowskie, ksenofobiczne czy faszystowskie, marsz zostanie rozwiązany.