Pieniądze za usługę utknęły u jednego ze zleceniodawców. On się ukrywa, a przedsiębiorstwo, które roboty wykonało, ma tylko kłopoty.

W dobrych czasach firma budowlana Agnieszki i Jarosława Suskich z Laskowca na Mazowszu zatrudniała nawet i 20 osób. Dziś ma tylko pięciu pracowników, a i to jedynie na zlecenie. – Przychodzą do nas, jak jest praca – opowiada pani Agnieszka.

Kłopoty jej firmy zaczęły się w 2010 r. Wtedy wraz z mężem zgodziła się przebudować gminną drogę w pobliskim Myszyńcu.

Gminny przetarg wygrała  firma Ostrada, ale prace zleciła innemu podmiotowi, a ten kolejnemu. Na końcu łańcuszka jako czwarta znalazła się firma Suskich. Roboty wykonała, ale pieniędzy nie dostała, choć miasto wypłaciło je firmie Ostrada. Samorząd nawet nie wiedział, że przy tej inwestycji było tylu podwykonawców.

Ostrada nie ma sobie nic do zarzucenia. – My zapłaciliśmy. Nam nic do tego, kto prace wykonał ani gdzie grabie kupowano – tłumaczył przedstawiciel firmy dziennikarzom polsatowskiego programu „Państwo w państwie"  (program w niedzielę będzie miał setne wydanie).

Zdesperowani Suscy zdecydowali  się  na radykalny krok. Zwinęli część chodnika, który kupili i za który nie dostali pieniędzy.

Wtedy urząd miasta powiadomił policję.  Przeciwko przedsiębiorcy wszczęto śledztwo. Jarosław Suski usłyszał zarzut przywłaszczenia mienia i w 2011 r. akt oskarżenia przeciw niemu trafił do sądu.

– Sąd dokonał odmiennej od naszej oceny zgromadzonego materiału dowodowego i umorzył postępowanie – przyznaje  Edyta Luchcińska, szefowa prokuratury. Postanowienie jest prawomocne.

Firma Suskich sama szukała pomocy w prokuraturze, ale śledczy odmówili wszczęcia śledztwa. – W tej sprawie stwierdzono brak cech przestępstwa – mówi Suski.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Kilkakrotnie odwoływał się od tej decyzji. W końcu sąd wytknął błędy prokuraturze i nakazał zająć się sprawą. – Prokuratura nie poczyniła żadnych ustaleń. Przesłuchała tylko Suskich. Człowieka, który miał im zapłacić, nie przesłuchano, bo nie wiadomo, gdzie jest – mówi Jerzy Pałka, rzecznik Sądu Okręgowego w Ostrołęce. Dodaje, że policja nawet nie próbowała ustalić jego miejsca pobytu, bo wezwania zostawiano mu... w skrzynce.

A rodzina Suskich sama jest teraz w ogromnych kłopotach finansowych. Ich dom chce zlicytować komornik.