Na dworcu autobusowym w Prisztinie sytuacja się trochę uspokoiła. Jeszcze przed dwoma tygodniami, co wieczór wyruszało w kierunku granicy serbsko-węgierskiej dziewięć autobusów. Teraz przeważnie dwa, a to dlatego, że wielu Kosowarów zostało odesłanych z Serbii, Węgier, Austrii, Bawarii i innych niemieckich krajów związkowych z powrotem do domu. 17-letni Armir nie daje jednak za wygraną. Powiedział, że będzie próbować do skutku. Jest w ostatniej klasie, ale, jak twierdzi, jego szanse na znalezienie pracy po ukończeniu szkoły są równe zeru.
Za wygraną nie daje również 24-letni mężczyzna, który poprosił o nieujawnianie jego tożsamości. Przy pierwszym podejściu zapłacił przemytnikom ludzi 900 euro. „Tu nie ma żadnych perspektyw. Chcę żyć w jednym z krajów UE. Jeśli mnie znów odeślą, będę dalej próbować".
Kosowarów czeka świetlana przyszłość?
Według rządu w Prisztinie, w minionych miesiącach kraj opuściło 50 tysięcy ludzi. Przypuszcza się jednak, że było ich o wiele więcej. Skutki są katastrofalne. Z Kosowa wyjechało wielu dobrze wykształconych ludzi. Po wyludnionych osiedlach hula wiatr, tysiące uczniów nie przychodzi do szkoły.
Rząd zmienił strategię. Najpierw sprawę bagatelizował, teraz, w siódmą rocznicę ogłoszenia Deklaracji Niepodległości Kosowa, premier Isa Mustafa zaapelował do mieszkańców, by nie opuszczali kraju. „Nie ma żadnego powodu, by opuszczać kraj", oświadczył w parlamencie. W jego przekonaniu Kosowo i jego mieszkańcy mają przed sobą świetlaną przyszłość.
Politolog Vedran Djihic, który od lat prowadzi badania nad problematyką Bałkanów Zachodnich, sceptycznie odnosi się do słów Mustafy. O politykach Kosowa powiedział: „Elity polityczne bronią swojego status quo, co pozwala im też chronić własne przywileje. Z jednej strony twierdzą, że chcą robić coś dla dobra ludzi, z drugiej zaś nie odstępują od dawnych rytuałów: korupcji, nepotyzmu i klientyzmu. Efekt jest dla mieszkańców Kosowa niezbyt obiecujący".