Do prokuratury w środę wpłynęła opinia biegłych w tej sprawie. Jeśli okazałoby się, że w chwili śmierci bokser był pod wpływem jakichś środków – mogło to rzucić nowe światło na zagadkowy zgon. Wzmocnić wersję samobójstwa lub – przeciwnie – wskazać, że sam nie mógł go popełnić.

Odkąd 2 sierpnia boksera znaleziono martwego w celi Aresztu Śledczego na Białołęce w Warszawie (powieszonego na pętli z prześcieradła na łóżku, pod kocem), mnożą się wątpliwości. Prokuratura skłania się do wersji o samobójstwie. Rodzina Kosteckiego w to nie wierzy.

- Mamy bardzo poważne przesłanki, aby sądzić, że doszło tam do morderstwa. Mamy bardzo poważne przesłanki wskazujące na to, że doszło do udziału osób trzecich, przynajmniej w pobiciu Dawida Kosteckiego - przekonywał we wtorek w TVN24 adwokat Roman Giertych, pełnomocnik rodziny.

- Pewne działania prokuratury, które blokują pewne wnioski dowodowe mające wyjaśnić tę kwestię, sprawiają wrażenie ochrony dobrego imienia ministerstwa, Służby Więziennej, zakładu karnego kosztem wyjaśnienia najważniejszej zbrodni, jaka jest w polskim prawie. Żądamy w imieniu rodziny, aby państwo wyjaśniło tę zbrodnię - zaapelował.

Pełnomocnicy Kosteckiego już od dawna lansują jako pewną wersję zabójstwa, jednak prokuratura twierdzi, że coraz więcej dowodów przemawia za tym, że bokser sam targnął się na życie – przesłuchanie biegłych, którzy prowadzili oględziny i sekcję wzmocniło tę wersję. Śledczy mają także koronny dowód na to, że do celi boksera feralnej nocy nikt nie wchodził – to nagranie monitoringu.

Dowiedz się więcej: Nie było killera w celi Kosteckiego

- Kostecki był w tym samym więzieniu, co osoba, dla której zeznania Dawida Kosteckiego były sprawą życia lub śmierci. Skoro umieszczono go w takim więzieniu, umieszczono go z osobami grypsującymi, z bandytami, to mamy prawo pytać, kto zadecydował o takiej sytuacji - przekonywał jednak Giertych.