- Dla kierowców odpowiedzialnych, dobrze traktujących pasażerów, znajdzie się miejsce w Miejskich Zakładach Autobusowych – mówi Agnieszka Kłąb, rzecznik stołecznego ratusza.
O utracie pracy Robert Chilmończyk, znany jako wesoły kierowca, poinformował na swoim profilu na Facebooku.
- Szczęśliwego zdrowego i fajnego Nowego Roku życzę wszystkim moim znajomym i pasażerom. Ja spędzę jego początek na szukaniu pracy w bardziej przyjaznej firmie – napisał.
Jednemu z lokalnych portali tłumaczył, że firma w której pracował, nie wygrała przetargu na obsługę autobusów, a on sam został zwolniony w związku z redukcją etatów i cięciem kosztów.
Chilmończyk jest doskonale znany warszawiakom, zwłaszcza pasażerom, którzy korzystali z komunikacji miejskiej na trasach, na których jeździł m.in. 222 czy 509.
Podczas jazdy rozmawiał on z pasażerami przez głośnik. - Integrujemy się moi kochani, uśmiechamy, zapoznajemy się. Dla odwagi wam powiem, że moją pierwszą i trzecią żonę też poznałem w autobusie. Pomogę wam w integracji, skręcimy ostro w lewo, zobaczymy kto na kogo leci – mówił podczas jazdy autobusem 509, którą nagrał autor videobloga Cięty Vlog. Film miał wiele odsłon w sieci.
Na "poprawę frekwencji" jak mówił, o przepełnieniu autobusu - prosił pozostałych pasażerów: - "wbijamy się śmiało, wciągamy brzuszki, piersi, pośladki".
I zapowiadał, że dalej "mkniemy, zrelaksowani, odprężeni. Zapowiada też: - „Mam nadzieję, że wszyscy lubicie ostrą i dziką jazdę, szczególnie panie – mówi przed dodaniem gazu.
W ubiegłym roku założył swój fanpage na Facebooku, gdzie publikował m.in. grafik swoich dyżurów, a także zdjęcia z pasażerami. Ma na nim niemal 70 tys. fanów.
Część fanów jeździła prowadzonym przez niego autobusem dla jego poczucia humoru. - Dzień dobry. Witam spóźnialskich – mówił do wbiegających w ostatniej chwili pasażerów.
Informacja o zwolnieniu Chilmończyka przybiła jego fanów. – No i kto teraz będzie poprawiał mi humor? – pyta jedna z internautek.
Inna zauważa: - Panie Robercie nie wierzę! Pańscy szefowie są głupcami! Proszę się odwołać do sądu pracy, bo to nie jest powód, aby ludzi zwalniać. W dzisiejszych czasach aby nie zwariować trzeba mieć trochę funu w sobie, a Pan go ma. Życzę, aby robił Pan to z czego ma satysfakcję - pisze.
Kolejni zauważają, że „chyba firma w której jeździł, nie wie co traci. Fajny z ciebie kierowca wesoły, ale głowa do góry. Znajdziesz na pewno pracę".
Jeszcze inni radzą, by niech kierowca porzuci autobusy na rzecz taksówki. - Będzie mógł Pan ze spokojem rozmawiać i poprawiać humor ludziom. Gwarantuję dobre zarobki i powodzenie u klientów – twierdzą.
Jak mówi Agnieszka Kłąb, rzecznik stołecznego ratusza, „wesoły kierowca" ma szansę na etat w MZA, gdzie właśnie trwa nabór.