Bernard Gore zmarł po tym, jak utknął na klatce schodowej centrum handlowego Westfield Bondi Junction w australijskim Sydney.
71-latek nie mógł wyjść z labiryntu schodów i korytarzy, gdyż wyszedł drzwiami przeciwpożarowymi. Wyjście ewakuacyjne zatrzasnęło się za nim i nie dało się go otworzyć z drugiej strony.
Choć żona mężczyzny podniosła alarm zaledwie kilka godzin po zniknięciu męża, policja przeszukała jedynie ogólnodostępne obszary kompleksu. Nie sprawdzono także kamer przemysłowych, na których było widać, w którą stronę udał się Gore. Wyjścia awaryjne, które sprawdzane są jedynie raz w miesiącu nigdy nie zostały w pełni przeszukane pod kątem zniknięcia mężczyzny.
71-latka znalazł pracownik konserwacyjny, który przypadkiem przechodził przez klatkę schodową. Był pochylony do przodu w pozycji na wpół klęczącej.
- Wygląda na to, że siedział na krześle, które znaleziono w pobliżu jego ciała, i na pewnym etapie upadł do przodu i spadł z krzesła - powiedziała Anna Mitchelmore, doradca koronera. Jak dodała, mężczyzna ??mógł być uwięziony na klatce schodowej tydzień lub nawet dłużej.
Gore miał wczesne stadia demencji. Do miasta przyjechał z żoną, aby odwiedzić swoją córkę Melindę.
W dniu zniknięcia małżeństwo spędziło poranek osobno. Para miała spotkać się o godzinie 13.15 przed oddziałem Woolworths w centrum handlowym, ale 71-latek nigdy się tam nie pojawił.
Funkcjonariusz policji Andrew Agostino, który zajmował się sprawą, podkreślił, że centrum handlowe powinno było zostać w pełni przeszukane, zanim policja zaczęła szukać mężczyzny w innych miejscach.
Dochodzenie w sprawie wciąż trwa.