Samolot linii Air Transat został zawrócony na lotnisko w Ottawie z powodu złych warunków pogodowych. Po wylądowaniu maszyna czekała na start na płycie lotniska - z pasażerami w środku.

Ci ostatni, zniecierpliwieni długim oczekiwaniem oraz faktem, że nie otrzymali żadnego posiłku, ani nawet niczego do picia w samolocie, w którym wyłączono klimatyzację - zaczęli dzwonić na policję z prośbą o pomoc (w oświadczeniu wydanym przez władze lotniska czytamy, że kilka osób zadzwoniło na numer alarmowy 911).

Przedstawiciele Air Transat tłumaczyli potem, że nie mieli wpływu na całą sytuację - ruch na lotnisku miał być tak duży, że umożliwienie pasażerom oczekiwania na start w terminalu było niemożliwe - ze względu na brak wolnych mobilnych schodów, bez których opuszczenie maszyny było niemożliwe. Z kolei niewielka ilość paliwa sprawiła, że piloci wyłączyli klimatyzację w maszynie.

Jedna z pasażerek samolotu, który leciał z Brukseli do Montrealu, Laura Mah relacjonowała, że pasażerów zirytował brak działania ze strony przedstawicieli przewoźnika. - Początkowo informowano nas o sytuacji, ale w pewnym momencie przestaliśmy otrzymywać informacje. Pasażerowie czuli się niekomfortowo, było im gorąco i chcieli wiedzieć co dalej - mówiła.

Po telefonach na numer 911 na miejscu pojawili się policjanci, którzy weszli na pokład samolotu i zaczęli rozdawać wodę pasażerom.

Z kolei władze lotniska w Ottawie zapewniły, że linie Air Transat w każdej chwili mogły wysadzić pasażerów z samolotu - ale nie zdecydowały się na to.