Do zdarzenia doszło wczoraj wieczorem. Około godziny 22 mieszkańcy bloku przy ulicy Świerczewskiego usłyszeli strzały i zawiadomili policję. Antyterroryści, którzy przybyli na miejsce, wyważyli drzwi do mieszkania policjantów.
W przedpokoju odnaleziono ciała 40-letniej kobiety i półtorarocznego dziecka. Ciało męża znajdowało się w fotelu.
Ze wstępnych ustaleń wynika, że kobieta po odbyciu służby wróciła wieczorem do domu. Mężczyzna miał odbyć nocną zmianę. Szczegółowy przebieg wydarzeń badany jest przez funkcjonariuszy z grupy operacyjno-śledczej pod nadzorem prokuratora.
Z relacji sąsiadów wynika, że między małżonkami dochodziło ostatnio do częstych kłótni.
- Co dokładnie było przyczyną rodzinnej tragedii, i które z małżonków użyło służbowej broni, będzie wyjaśnione w toku śledztwa - powiedział TVN24 Mirosław Szymański z raciborskiej policji.
Zastrzelona policjantka miała 40 lat, jej mąż – 41. Jak ustaliła „Rzeczpospolita” to była druga żona funkcjonariusza. Z pierwszą, także policjantką, miał troje dzieci. – Rozstali się z powodu wielu kłótni i awantur – mówi nam jeden z miejscowych policjantów.
Z nową żoną funkcjonariuszowi też nie układało się najlepiej. Ciągłe awantury były w domu na porządku dziennym. Informacje o porywczym charakterze i problemach z opanowaniem emocji policjanta docierały do przełożonych.
W ostatnich latach aż trzykrotnie kierowali oni funkcjonariusza na komisję lekarską, która miała określić jego przydatność do służby. – I za każdym razem lekarze orzekali, że może być dopuszczony do służby – mówi nasz rozmówca.