Reklama

Czy zawiodły procedury lotnicze

W ciągu dwóch lat to kolejna tragedia, w której ginie elita polskiej armii

Publikacja: 12.04.2010 05:32

23 stycznia 2008 r. o 19.07 w okolicach wojskowego lotniska w Mirosławcu rozbił się wojskowy samolot CASA C-295M. Byli w nim najlepsi polscy lotnicy – 20 osób. Wracali z Konferencji Bezpieczeństwa Lotów Lotnictwa Sił Zbrojnych RP. Wszyscy zginęli.

Jedną z ofiar tamtej katastrofy był gen. Andrzej Andrzejewski, dowódca 1. Brygady Lotnictwa Taktycznego w Świdwinie. Ale na pokładzie byli też inni dowódcy.

Natychmiast po tamtej tragedii pojawiły się słowa krytyki, eksperci pytali, jak mogło dojść do tego, że na pokładzie jednego samolotu znalazło się tak wielu wysokich rangą oficerów. Władze wojskowe ogłosiły, że zmienią procedury postępowania w takich sytuacjach.

5 lutego 2008 r. szef Sztabu Generalnego, nieżyjący już gen. Franciszek Gągor, wydał rozkaz, zgodnie z którym wprowadzono pewne ograniczenia w przemieszczaniu się kierowniczej kadry Sił Zbrojnych RP wojskowym transportem lotniczym.

I tak: jeżeli na pokładzie samolotu miałoby się znaleźć więcej niż dziesięć osób z kierownictwa armii lub kadry dowództw z co najmniej dwóch rodzajów Sił Zbrojnych, to zgodę na taki lot musi wydać szef Sztabu Generalnego.

Reklama
Reklama

W rozkazie jest też mowa, że jednym samolotem nie powinien lecieć dowódca i jego zastępcy. – Ten rozkaz został wykonany. Dowódcy polecieli w sobotę do Katynia, a ich zastępcy zostali, pełniąc obowiązki – podkreśla płk Sylwester Michalski, rzecznik prasowy Sztabu Generalnego.

Czy to wystarczające zabezpieczenia? Wielu komentatorów po sobotniej tragedii twierdziło, że obostrzenia powinny być znacznie większe.

– Z tamtej tragedii nie wyciągnięto wniosków – mówi gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych. – Na pokładzie jednego samolotu nie powinni się znaleźć wszyscy dowódcy Wojska Polskiego.

Podobną opinię wyrażało też kilku pilotów, z którymi rozmawiała „Rz”.

Jednak nie wszyscy są tego samego zdania. Janusz Walczak, ekspert wojskowy, twierdzi, że wprowadzanie ostrzejszych regulacji nie jest potrzebne.

– Wojsko ma swoje procedury. Naprawdę nie jest tak, że żyjemy w republice bananowej, gdzie gdy ginie dowódca, to jego zastępcy biją się o schedę po nim – mówi Walczak. – Ciągłość kierowania armią dzięki odpowiednim regulacjom i przepisom jest zachowana.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Służby
Szok w SOP. Funkcjonariusz śmiertelnie dźgnął swoją czteroletnią córkę. Sprawdziliśmy, kim jest
Służby
Szef SOP Radosław Jaworski zawieszony. MSWiA: wszczęto postępowanie dyscyplinarne
Służby
W 2026 roku powstanie nowa jednostka policji? Ekspert krytykuje decyzję
Służby
Młody Ukrainiec z zagłuszarką fal radiowych zatrzymany na lotnisku Okęcie. Sprawę badają służby - ustaliła „Rz"
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama