Po przygotowywanej już reformie organizacyjnej sądownictwa powiaty i ich społeczność czekają kolejne zmiany. Główny inspektor sanitarny Przemysław Biliński zamierza zreorganizować powiatowe stacje sanitarno-epidemiologiczne. Zwrócił się do wojewódzkich inspektorów sanitarnych, aby przedstawili mu plany działania stacji w regionach w kolejnych latach.
– Prawdopodobnie stacje będziemy łączyć lub tworzyć oddziały zamiejscowe w powiatach.
Nowy plan rozmieszczenia stacji chcemy mieć na początku przyszłego roku – mówi Jan Bondar, rzecznik prasowy GIS.
W woj. pomorskim ma zniknąć trzy z dziesięciu działających teraz laboratoriów. Z kolei inspektorat na Dolnym Śląsku przedstawił pomysł utworzenia miejskiego sanepidu we Wrocławiu z oddziałami zamiejscowymi. GIS liczy na to, że oszczędności przyniesie zwolnienie po zmianach pracowników administracyjnych.
Protestują jednak powiaty.
– Oszczędności są tylko pretekstem. W rzeczywistości chodzi o tworzenie w powiecie jednostek podległych wojewodzie – mówi Rudolf Borusiewicz, sekretarz generalny Związku Powiatów Polskich (ZPP).
Zdaniem powiatów lepiej byłoby oddać stacje pod zarząd starostom. Pozwoliłoby to zlikwidować zamieszanie, które wprowadziła ustawa z 23 stycznia 2009 r. o zmianie niektórych ustaw w związku ze zmianami w organizacji i podziale zadań administracji. Nowe przepisy sprawiły, że sanepid powiatowy nie może sprawdzić np. wody w szpitalu, który podlega pod powiat. Obiekt powinien kontrolować wojewódzki inspektor.
– Chodzi o to, aby starosta, który powołuje dyrektora sanepidu, nie kontrolował później sam siebie. Ten system powoduje ogromne koszty, ponieważ kontrolerzy z wojewódzkich stacji nie zdołają sprawdzić wszystkich obiektów – mówi Jan Bondar. – Ułomność tego rozwiązania pokazuje przykład z lata 2011 r. W jednym z ośrodków wychowawczych w powiecie przysuskim kontrolerzy z powiatowej stacji nie mogli sprawdzić wody, a wojewódzki inspektorat nie zdążył tego zrobić. W efekcie 30 uczniów podtruło się nieprzebadaną wodą i trafiło do szpitala.
ZPP podkreśla, że sama reorganizacja stacji przyniesie inne negatywne konsekwencje. W razie powodzi np. starosta nie będzie w stanie szybko zorganizować służb. Brak stacji w powiecie to kłopot dla ludzi, bo po pracowniczą książeczkę zdrowia będą jeździć kilkadziesiąt kilometrów.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki k.nowosielska@rp.pl