Posłowie: Tomasz Zimoch, Anna Maria Żukowska, Kamila Gasiuk-Pihowicz oraz Robert Kropiwnicki zostali we wtorek po burzliwych obradach i pełnym emocji głosowaniu nowymi członkami Krajowej Rady Sądownictwa jako przedstawiciele Sejmu. Po wymianie posłów – z PiS na opozycję – łatwiej się będzie w niej pracowało?
Cała KRS będzie pracowała dużo lepiej dopiero wówczas, kiedy zostanie wybrana w sposób zgodny z konstytucją. Ale na to trzeba jeszcze poczekać. Warto więc robić swoje. Teraz przyszedł czas na naprawianie powoli tego, co się da.
Czytaj więcej
Donald Tusk może w przyszłości wykorzystać słabość TK, jaką jest problem z legalnością prezesury Julii Przyłębskiej.
Na czym ma polegać obecna zmiana w pracach Krajowej Rady Sądownictwa?
Nie będzie politycznego nadzoru nad działalnością KRS, gdy polityk, w dodatku wiceminister spraw zagranicznych, jest wiceprzewodniczącym KRS. Taką funkcję pełnił poseł Arkadiusz Mularczyk. To sytuacja kuriozalna. Czasem miałem nieodparte wrażenie, że czterech posłów PiS uzurpowało sobie prawo do sprawowania władzy w Radzie.
Panie senatorze, proszę mi powiedzieć, jak to jest, że przystępujecie do nielegalnie działającego organu, którego status przez ostatnie osiem lat podważaliście?
To nie organ jest nielegalny, tylko reprezentacja sędziów, która się w nim znalazła, została wybrana nieprawidłowo. Przedstawiciele Sejmu i Senatu zostali powołani do Rady zgodnie z prawem. Stąd nasz udział w pracach KRS. Mam nadzieję, że już wkrótce reprezentacja 15 sędziów członków w Radzie zostanie wybrana przez samych sędziów. I wówczas będziemy mogli mówić o konstytucyjnej Krajowej Radzie Sądownictwa.
Czytaj więcej
KRS nie jest samorządem sędziowskim, ale organem hybrydowym, w którego składzie zasiadają również politycy. Co do ich wyboru kontrowersji nigdy nie...
Co do tej pory najbardziej przeszkadzało panu w pracach Rady?
Kiedy patrzę na mijające cztery lata, ze smutkiem muszę powiedzieć, że te sytuacje dotyczą niektórych konkursów na wakaty w sądach. Zdarzały się przypadki, gdy dorobek zawodowy i naukowy kandydata nie odpowiadał wymaganiom na urząd, o który się on ubiegał. Wraz z senatorem Bogdanem Zdrojewskim staraliśmy się podczas obrad konkursowych wykazywać brak wiedzy czy doświadczenia u konkretnych kandydatów. Szczególnie utkwiła mi w pamięci sprawa byłego stewarda lotniczego, który dostał się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu.